Po( d) gląd


 

Numer 5 (kwiecień 2021)


 

Ludzka Natura

Adrian Maćkowiak, kl. VIIe

Cześć. Piliście kiedyś herbatę? Pewnie tak. Kiedyś piłem tylko z cukrem. Niedawno też zacząłem pić kawę i dużo wody, kawę z miodem (2 łyżki). Naprawdę świetnie się komponuje z pogodą na dworze, mlekiem i muzyką. Do prawdy cudowne uczucie, spróbujcie sobie to wyobrazić, jesteście delikatnie zmęczeni, za oknem mgiełka, delikatnie chłodno, ale w domu tak przyjemnie, zaraz zaczynają się lekcje, a wy w piżamce przed lekcjami popijacie ciepłą, lecz nie gorącą kawę robiąc sobie szachowe zadania w klimacie delikatnej, subtelnej, sielankowej wręcz muzyki. Towarzyszy wam zapach ciepłych bułeczek z masełkiem i rozpływacie się wręcz na krześle gdzieś w tle słyszycie jak wszyscy domownicy powoli się budzą, a wy dla własnej dodatkowej przyjemności puszczacie sobie dźwięk palącego się satysfakcjonująco skwierczącego drewniaka. Dla tych którzy faktycznie po przeczytaniu tego rano chcą to poczuć proponuję te dwie pozycje (Le Fishe 1 hour loop, Nature Sounds: Burning Wood FireCrackling Wood, Relaxing Fireplace HD oraz CITY AMBIANCE: Busy Restaurant / Diner - 10 HOURS Ambient Sounds). Jeśli wolicie coś bardziej klasycznego proponuję oczywiście muzykę klasyczną bądź coś co po prostu was relaksuje. Dziś porozmawiamy o tym jak doświadczać przyjemności w stu procentach i jak wypełniające może być czucie wszystkimi zmysłami na raz.
Zanim jednak przejdę do faktycznego tematu uważam, że ważnym jest, aby zaznaczyć, iż każdy woli co innego, każdy ma swój własny klimat, który sprawia, że jest bliższy doświadczenia tego spełnienia. Dla przykładu jeden woli patrzeć, jak śnieg pokrywa wszystko dookoła niego, a on przy kominku pije gorące kakało pod kocykiem w renifery opierając głowę na najdelikatniejszej poduszce jaką możecie sobie wymarzyć. Drugi zaś woli patrzeć jak w lato cała młodzież wybiega, aby się spotkać i aby spędzić razem czas, jak robią przyziemne głupoty, a on idzie parkiem i z ćwierkiem ptaków może zamknąć oczy i się odprężyć. Dziś zrobię wszystko co w mojej mocy, aby pomóc wam to odnaleźć.
Jak odnaleźć połączenie, które sprawi, że poczuję się w jeden konkretny sposób? Dla przykładu co sprawi, że poczuję się zrelaksowany, śpiący, czuły czy nawet pełen energii? Niestety są pewne rzeczy, których nie przeskoczymy między innymi nie dasz rady na siłę znaleźć tego połączenia ani nie będziesz go w stanie wykorzystać, aby poczuć się w jakiś sposób. To co?!Dziś pokażę jak uzupełnić "niepełne" uczucie. Innymi słowy, kiedy widzisz coś pięknego bądź słyszysz coś co skłania cię do refleksji bądź jesz właśnie coś nowego lub coś co kochasz i każdy jeden składnik sprawia, że czujesz się coraz bardziej wypełniony, to co zrobić by wręcz wybuchnąć tymi doświadczeniami? Zapomnieć o wszystkich troskach i osiągnąć te słodkie, refleksyjne emocje wyższe? Warto dodać, że żadne zwierzę prócz człowieka nie może doświadczyć, zrozumieć tego całokształtu dobrodziejstwa, przyjemności, jestestwa jakie ofiaruje nam życie. Częściej korzystać z daru jaki mamy, daru czucia świadomego.
Wracając więc, skoro nie ma sposobu, aby to znaleźć i myślisz: "To ja z moim pechem mam liczyć na szczęście, że nagle odnajdę swoje wewnętrzne i odkryję z pośród tak dużej barwy doświadczeń te kilka, które wręcz wkomponują się w mój charakter i poczuję emocję najwyższych sfer? " Nie panikuj, nie ma sprawdzonego sposobu, który działa na wszystkich, nie zawsze też będziesz w stanie się tak poczuć to bardzo skomplikowane, intuicyjne. Powiem więcej, na 100% już doświadczyłeś/aś emocji najwyższych sfer, a możliwie nawet przy znajomych i nie zdawaliście sobie z tego sprawy. Właśnie, a dlaczego tak zmieniam te formy? Raz zwracając się do ‘was’ a raz konkretnie do ciebie? Otóż pewne rzeczy bardziej trafiają, kiedy mówisz konkretnie do kogoś, to żadna zagadka. Zresztą spora część z was już to “rozgryzła”. No dobrze to do rzeczy.
Przede wszystkim pamiętajcie, że kiedy faktycznie będziecie gotowi uzupełnić swoje doświadczenia życiowe to odczujecie je w pełni. Musicie tylko być świadomi, że to właśnie ta okazja, aby poczuć coś wspaniałego, nie koniecznie szczęśliwego, nie koniecznie smutnego. To proste doznania, ale swego rodzaju połączenie tych wszystkich emocji, które znamy. Tak naprawdę zbiory tych doświadczeń otaczają nas ze wszystkich stron tylko ich na co dzień nie dostrzegamy. Żyjemy zbyt szybko i zbyt chaotycznie by to zauważyć.
Mogę wam jednak zagwarantować, że kiedy będziecie dostrzegać piękno świata, w którym jesteście to nie będziecie już marzyć o innym. Teraz dam wam jedną faktyczną radę, na którą wszyscy czekali, będzie ona ogólna. Niestety nie jestem czarodziejem ani coachem, ale jeśli miałbym w trzech słowach określić to co powiedziałem byłoby to: dostrzegajcie, czujcie, dbajcie. Brakuje tu tylko kochajcie, no ale jak trzy to trzy.
Dziękuję.


 

Sara Zwierzyńska, kl. VII e

Na krawędzi

Ciepły, słoneczny dzień, obok są przyjaciele, dziewczyny śmieją się z tik toka jaki nagrały, a chłopcy robią różne głupie rzeczy, myśląc że są dzięki temu tacy fajni. Wszyscy czują się nieśmiertelni. Po chwili okazuje się, że to już tylko wspomnienie, które wyniszcza mnie emocjonalnie za każdym razem, gdy rozdrapuję je do krwi. Czas przyspieszył, a ja nie potrafię tego zatrzymać. Wspomnienia przeciekają przez palce, nie mówiąc już o życiu. Zaczyna mnie zabijać wieczny strach przed przemijalnością. Słyszysz, jak mijają sekundy? Wszyscy z każdą jedną z nich jesteśmy bliżej śmierci. Rozdzierająca panika wciąż każe mi żyć w iluzji, że chwile które dają mi szczęście lub choćby jego złudzenie zostaną ze mną na zawsze. Śmieję się z niej, bo nie zostaną.
Ale dobra, już was dłużej nie dołuję.
Społeczeństwo wmówiło nam, co ma być dla nas piękne, a co odpychające, ukształtowało w nas pewne schematy myślowe i już na samym początku naszego życia przypisało nam role społeczne, jakie mamy pełnić. Wydawałoby się, że uszczęśliwić powinien nas zachód słońca, a nie widok szarego od chmur nieba, tymczasem nasze dogłębne odczucia mogą być zupełnie inne od ogólnie przyjętych, a doznania i emocje, jakie wywołuje w nas dany obraz, dźwięk czy smak nigdy nie są powtarzalne, są chwilowe, zawsze przemijają i nigdy nie wracają w tej samej formie. No, ale nie trzeba niczego z tym robić, w końcu bycie szablonowym nie zabija. A może zabija?
Wiem, że dobrze wspomina się najszczęśliwsze lata swojego życia, chętnie wraca się myślami do tej pięknej, nieskazitelnej przeszłości, czy dlatego, że chcemy ostatecznie się przekonać, że nigdy znów nie będziemy tak szczęśliwi jak kiedyś, czy po to, by dać sobie powód do rzeczywistego nic nie robienia ze swoim życiem. Niestety, wspomnienia dają nam tylko wyidealizowany rysunek tego, co było, a nie obiektywny obraz przeszłości. Dodatkowo odwracając swoją uwagę od teraźniejszości nie mamy jak dostrzec, że teraz posiadamy taką samą szansę na podobne szczęście i nie musimy sobie wmawiać, że poczucie dobrostanu zależy od wieku albo okoliczności, w jakich się znajdujemy. Wszystko dlatego, że zamiast patrzeć na to, co mamy, naturalnie patrzymy na to, czego nam brakuje. Wiele brakuje… 
Pozostaje jeszcze kwestia podejścia: człowiek nigdy nie godził się na przemijanie, od najdawniejszych lat podejmował niezliczone próby pozostawienia po sobie śladu, tym samym ocalenia się przed zapomnieniem. Tylko nie wiadomo jak bardzo byś się nie starał, już za jakieś 1000 lat nie pozostanie z ciebie nic, prócz nieznacznej górki pyłu, co i tak nie ma znaczenia, bo nie będziesz już istniał. Ale skupię się może lepiej na czymś co ma jakieś znaczenie, jak hmmm… co zrobić póki jeszcze istniejemy?
Powinnam powiedzieć, że życie jest krótkie, więc mamy całym sobą chłonąć dzień za dniem, be like super-hyper productive, albo coś motywacyjnego w stylu: nie bójcie się śmierci! We wspomnieniach innych ludzi będziecie żyć jeszcze długo… ale nie chcę motywować was hasłami, w które nie wierzę, albo których nie potrafię wcielić w życie, a jakie przecież słyszycie zewsząd od początku waszego istnienia. Nie ma żadnego klucza do właściwych wyborów, ani ogólnoludzkiej recepty na szczęście, każdy tworzy ją sam dla siebie i dokonuje w niej licznych zmian dzień za dniem. Często by zrozumieć, jakimi ideałami pragniemy się kierować, musimy popełnić masę błędów, które zapisując się w naszej historii definiują to, kim naprawdę jesteśmy, a nie kogo usilnie udajemy. Chyba, że do końca swojego kruchego życia wolisz udawać kogoś, kim nie masz nawet szans się stać, nie mam z tym najmniejszego problemu. Rzecz w tym, że istnienie jest jedyną rzeczą, którą naprawdę posiadasz, bez tego nie miałbyś nic, byłbyś zupełnie nikim. Przepraszam, że mój wywód był taki długi. Egzystencja kiedyś się kończy.


 

Hej to znowu ja! Ta od rysunków... Ostatnio wygrałam konkurs na narysowanie w swoim stylu oc - czyli ''original character'' (original character wymyśla się najczęściej poprzez rysowanie). Najczęściej ktoś lub coś co nie istnieje w prawdziwym życiu - np. furry (połączenie człowieka ze zwierzęciem). Osobiście posiadam dwie oc, obie z nich to połączenie kota i człowieka czyli jest to furry, dla niektórych może się to wydawać trudne, ale łatwo się wszystkiego szybko nauczyć. Furry spotykają się z dużą krytyką pośród ludzi, a dla niektórych (w tym mnie) są one bardzo ciekawe i słodkie. A tutaj rysunek oc (furry) na konkurs, który wygrałam oraz dwie moje oc:

Rysunek na konkurs

A tutaj moje original characters


 

Natalia Bosy kl. VIE

Jak zaistnieć w internecie?

Jak zaistnieć w Internecie ? To pytanie zadaje sobie wiele osób,  przeważnie młodzież, dlatego ja postanowiłam na nie odpowiedzieć. Zacznijmy od tego ,że w obecnych czasach praktycznie każdy ma przy sobie telefon komórkowy. Ludziom - szczególnie młodym zaczęło się wydawać ,że nie potrafią bez niego żyć. Na chwilę obecną telefony i urządzenia elektroniczne stały  się nieodłączną rzeczą w naszym życiu. Potrzebne do nauki, komunikacji, czy pracy.

A gdy już zaczęliśmy spędzać przy nich tyle czasu zdarzało nam się  odwiedzać różnego rodzaju strony, na których można zobaczyć różnych ludzi cieszących się popularnością w sieci. I wtedy pojawia się w naszej głowie pewien mętlik różnych pytań na przykład: A gdym ja był(a)   taki/taka popularna/ popularny? Na Pewno byłoby ciekawie.  Jak być popularnym? Co trzeba zrobić? Czym się wyróżnić? Przecież jest tyle sławnych ludzi. I ja sama postanowiłam zadać sobie to pytanie, i odwiedzić różne strony aby dostać odpowiedzi na nie wszystkie. Na pewno aby w ogóle zacząć przygodę z Internetem należy dołączyć swoje konto do różnych platform społecznościowych. Z tego co się dowiedziałam najlepszą aplikacją do zdobycia popularności jest Instagram ,czyli aplikacja do udostępniania zdjęć. Jest to najlepsze rozwiązanie dla fanów fotografii czy mody. Często mówi się o gwiazdach wybiegu czy modelkach o wielkiej sławie. A czy ktoś z was zadał sobie może pytanie w jaki sposób ktoś dostrzegł ich talent czy urodę? Właśnie! Z tego co wyszukałam w Internecie większość znanych modelek swoją karierą zaczęły właśnie na Instagramie. Z tego co wynikło w różnych reportażach na początku nie szczyciły się wielką popularnością. Wiele osób ze świata mody przeszukuje Instagram w poszukiwaniu nowych gwiazd czerwonego dywanu . Odwiedzają wtedy  różne konta nawet mało znanych osób. A gdy znajdą już odpowiednią osobę często piszą do niej i proszą o spotkanie i w tym właśnie momencie zaczyna się droga po sławę. Warto wspomnieć , że w Internecie są także oszuści, którzy wcale nie są tym kimś za kogo się podają. Właśnie z tego powodu należy być w sieci bardzo ostrożnym i uważać kogo poznajemy i o czym z nim piszemy. Warto też każdą internetową konwersację przedyskutować z osobą dorosłą .Jak robić zdjęcia na Instagrama? Najpierw POMYSŁ, potem zdjęcia! Wyznacz strategię i ją realizuj. Znajdź swój temat przewodni, daj się znaleźć i zapamiętać ,  regularność to podstawa sukcesu , dobra pora publikacji nie bądź robotem, bądź aktywny jak na człowieka przystało. W robieniu zdjęć na Instagrama trzymaj się jednego stylu, od początku do końca. Postaraj się, żeby był on spójny z twoją osobą w zdjęciach staraj się pokazać swój charakter i osobowość. A co ze sprzętem? Przecież nie każdego stać na zakup profesjonalnego sprzętu. Nie martwcie się, nie będzie on aż taki potrzebny. Jest parę patentów, które każdy może wykonać sam w domu. Na początek potrzebne będzie coś co będzie trzymało nasz telefon. Może to być zwykłe krzesło z oparciem. Następnie oświetlenie, które jeśli chodzi o zdjęcia jest niezbędne, ale na to też jest pomysł -  wystarczy nam do tego lampka na biurko, najlepiej z funkcją wyginania, którą należy ustawić wprost na naszą twarz, dzięki czemu uzyskamy lepszy efekt. Warto śledzić popularne konta, aby podpatrywać, jaki typ zdjęć cieszy się największą popularnością. Takie rozwiązania można później zastosować dla swojego Instagrama i obserwować rezultaty.

To tyle jeśli chodzi o złote rady wybicia się w sieci. Pamiętajcie jednak, że nic nie wydarzy się od razu. Należy poświęcić temu dużo czasu i energii, a na pewno się uda! Może akurat ktoś z was zostanie dzięki temu gwiazdą czerwonego dywanu ;) POWODZENIA!


 

23 Jednostka Specjalna Kwatery Głównej (Armia Duchów)

Insygnia "Armii Duchów" i nadmuchiwana atrapa czołgu

Data i powód powstania jednostki

23 Jednostka Specjalna Kwatery Głównej zwana też "Armią Duchów" lub "Armią Widmo". Pomysł na stworzenie jednostki narodził się pod koniec 1942 roku, gdy brytyjskie wojska w Afryce w bitwie pod El Alamein korzystały z szeregu forteli w celu zmylenia stacjonujących w pobliżu wojsk niemieckich. Jednostką tą dowodził generał Omar Bradley. Jednostka składała się z różnych kompani i batalionów, a ludzie tworzący jednostkę to między innymi projektanci mody, ilustratorzy oraz fotografowie, jednak nie mieli oni walczyć z Niemcami tylko ich mylić.

Zdjęcie lotnicze dmuchanych atrap rozstawionych w pobliżu Renu z marca 1945 roku.

Sposób działania i najważniejsza operacja

Zakres obowiązków jakie posiadała jednostka to między innymi mistyfikacja wizualna, dźwiękowa oraz radiowa, jednak wielu żołnierzy uważało, że najważniejsze jest tworzenie "klimatu". Wszystkie atrapy czołgów, pojazdów, a nawet ludzi wydawały się wojskom niemieckim prawdziwe. Warto wspomnieć, że atrapy żołnierzy były ubrane w mundury. Jednak niemieccy zwiadowcy donosili o stacjonujących wojskach alianckich, które nie istniały co skutkowało błędnym rozmieszczeniem wojsk przez strategów. Największą zasługą armii było mylenie niemieckich dowódców podczas lądowania Amerykanów w Normandii w 1944 roku, kiedy to jednostka myliła niemieckie posiłki na tyle długo by alianci opanowali wybrzeża okupowanej Francji.

 

Powojenne losy armii widmo

Po zakończeniu wojny armia duchów została owiana tajemnicą. Żołnierze służący w tej jednostce nie mogli nawet opowiadać swoim żonom i dzieciom co robili podczas wojny. Dopiero po 40 latach rząd Stanów Zjednoczonych oficjalnie udostępnił wiedzę na temat armii.

 

Bibliografia

https://warthunder.com/pl/news/1720--pl

Artykuł przygotował Sergiusz Krystman uczęszczający do klasy 7E.


 

"Zachować czujność, czyli wypadek w Smętowie"

 

Koniec sezonu to nic nadzwyczajnego w przewozach pasażerskich, co było widać po obłożeniu pociągu TLK 54170 „Pogoria”, jadącego z Gdyni Głównej.
W składzie pociągu znajdowało się jedenaście wagonów. Jeden sypialny i cztery z miejscami do siedzenia zmierzały do Bielska Białej, a kolejne pięć z miejscami do siedzenia i jeden sypialny miały zostać odłączone w Krakowie i pojechać do Zakopanego. Na czele znajdowała się lokomotywa Ep 07-395 z zakładu centralnego PKP Inter city.
O godzinie 21.48 Pogoria opuściła stację Morzeszczyn i kontynuowała jazdę w kierunku południowym po linii 131. Po kilku minutach „Pogoria” minęła semafor wjazdowy stacji Smętowo, wyświetlający sygnał S2, „jazda z najwyższą dozwoloną prędkością” oznaczający, że dla „Pogorii” jest ułożony przejazd na wprost przez stację.
Gdy TLK przejechał przez pierwsze rozjazdy, maszynista zauważył, że na torze obok znajduje się inny pociąg,w związku z tym podał sygnał RP1 baczność. Chwilę później zobaczył, iż lokomotywa rzeczonego pociągu towarowego, znajduje się w skrajni toru, po którym jedzie „Pogoria”. Maszynista natychmiast wdrożył hamowanie nagłe, jednak dwie sekundy po uruchomieniu, nastąpiło zderzenie.
Uderzenie pociągu TLK w pociąg towarowy spowodowało wykolejenie lokomotywy i siedmiu wagonów „Pogorii” na lewą stronę, oraz znaczne ich uszkodzenie. Ponieważ zderzenie nastąpiło przy prędkości 110 km/h, wykolejony tabor suną po między Torzu przez 184 metry, powodując jednocześnie uszkodzenie toru nr 1, co zaskutkowało wyświetleniem sygnału S1 „stój” na semaforze wjazdowym od strony południowej, do którego zbliżał się inny pociąg towarowy. Służby ratownicze zostały poinformowane o zdarzeniu trzy minuty po wypadku. Okazało się, że spośród dwustu pasażerów TLK oraz załóg obu składów w zderzeniu nikt nie zginął, jedynie 28 osób zostało rannych, w tym 10 ciężko. Na pytanie, dlaczego w Smętowie doszło do starcia pociągów, miała odpowiedzieć Państwowa Komisja Badań Wypadków Kolejowych.
Pierwszym działaniem śledczych było przesłuchanie obsługi pociągów TLK i towarowego. Ważną poszlaką okazały się słowa maszynisty „Pogorii”, który powiedział, że semafor dla toru, na którym znajdował się pociąg towarowy wskazywał sygnał „stój”. Okazało się, że w kabinie lokomotywy Ep 07 była zainstalowana kamera, rejestrująca przejazd pociągu. Obraz zarejestrowany na filmie nie pozostawiał złudzeń. Pociąg towarowy z jakiegoś powodu pominął semafor z wyświetlonym sygnałem „stój”. Uwaga komisji skoncentrowała się na tym, co działo się w pociągu towarowym przed wypadkiem. Skład ten o numerze 564024 zmierzał ze stacji Gdynia Port z sześcioma wagonami prowadzonymi przez lokomotywę spalinową S200-303. Był to skład obsługujący przewozy z przekroczoną skrajną (ładunki, które wychodzą poza wagony), który wracał na pusto do Wrocławia.
Okazało się, że odjazd ze stacji początkowej nastąpił o 67 minut wcześniej, niż widniało w rozkładzie, co było naruszeniem instrukcji o prowadzeniu ruchu pociągów, mówiącej, iż przed rozkładową godziną wyjazdu, pociąg może zostać wyprawiony jedynie za zgodą dyspozytora liniowego, (Zgoda taka nie została wydana) skutkowało to nie planowymi postojami na stacjach pośrednich. Stwierdzono również, iż dyżurny w Morzeszczynie wyprawił towarowy przed TLK „Pogoria” o godzinie 21:40, bez upewnienia się, czy towarowy nie opóźni „Pogorii”, co było naruszeniem tej samej instrukcji. Śledczy przeanalizowali następnie samą lokomotywę pociągu towarowego. Okazało się, że ktoś wyłączył urządzenia czujności maszynisty, czyli SHP i czuwak aktywny.
SHP, czyli samoczynne hamowanie pociągu, oraz czuwak aktywny mająca zadanie utrzymywać stałą czujność maszynisty częściowo w podobny sposób. Oba urządzenia opierają się na wskazaniach świetlnych, a następnie dźwiękowych, jednak wskazanie SHP uruchamia się tylko w momencie przejazdu czujnika nad rezonatorem, podczas gdy czuwak aktywny uruchamia się co 60 sekund. Gaszenie czuwaka jak i SHP odbywa się za pomocą tego samego przycisku. Brak wygaszenia czuwaka (przyciśnięcia przycisku), skutkuje zatrzymaniem się pociągu. Spadek czujności był powodem dalszych zdarzeń. Maszynista wiedział, że wjazd na stację Smętowo nastąpił na sygnał S13 „jazda z prędkością 40 km/h, następny semafor „stój””. Po wjeździe na tor 32, z prędkością około 27 km/h, chciał skontaktować się z dyżurnym ruchu, jednak tego nie zrobił, a pociąg zaczął swobodnie zwalniać do 17 km/h. Z taką szybkością doszło do pominięcia semafora wskazującego sygnał „stój”. Gdy maszynista zauważył, że przejechał semafor najpierw zmienił nastawnikiem kierunek jazdy, a następnie wdrożył hamowanie nagłe. Wycofać już nie zdążył, ponieważ doszło do zderzenia pociągów.
Komisja jako przyczynę podała niedostateczną obserwację przez maszynistę pociągu towarowego drogi przebiegu dla pociągu, co skończyło się pominięciem semafora wyświetlającego sygnał S1 „stój”. Maszynista „Pogorii” jak i dyżurni ruchu zachowali się prawidłowo i śledczy nie znaleźli dowodów na nieprawidłowe ich postępowanie. Nie ustalono kto i dlaczego wyłączył urządzenia czujności w lokomotywie pociągu towarowego dzień przed zderzeniem.
Pomimo iż na pierwszy rzut oka Ep 07-395 nie ucierpiała zbyt poważnie w wypadku, stwierdzono uszkodzenie ostoi lokomotywy, co wyeliminowało ją z jakiejkolwiek pracy. Zezłomowano ją w październiku 2018 w Gdyni. Z kolei lokomotywa S200-303 jest do dzisiaj wyłączona z eksploatacji, a ostatnim znanym miejscem jej postoju był Rybnik. Od czasu wypadku w Smętowie nie doszło w Polsce do zderzeń dwóch składów z udziałem co najmniej jednego pociągu pasażerskiego.

Jak zawsze, informacje i inspirację brałem od niego, serdecznie zapraszam!:

https://youtu.be/-3d709mrGzY

Bartosz Buszka 7e


 

Numer 4 (marzec 2021)


 

Jestem Dominika mam 13 lat i bardzo interesuje się rysowaniem. Swoją przygodę ze sztuką na poważnie zaczęłam w wieku 11 lat, zaczęłam obserwować i uczyć się co i jak. Inspiracją na codzienne rysunki jest wiele osób (przeważnie tych zagranicznych), ale jedną z osób ,która jest moją największą inspiracją jest kanał ''Blondynki Też Grają'' , gdzie główna prowadząca (Kinga) tworzy piękne i ciekawe prace. Mam nadzieję ,że w przyszłości też będę tworzyć coś co ludzie będą podziwiać i będą się interesować tym tak samo jak ja.

Galeria prac (kliknij, by powiększyć):

Twórczość Dominiki można również śledzić na jej kanale YouTube pod linkiem:

https://www.youtube.com/channel/UCz6K7dY1K4fGM1f1gTx_2mQ

Zapraszamy do oglądania i subskrypcji!


 

AUTOR: MATEUSZ KRALKA Z KL. VIE

JAK MIŁO JEST POMARZYĆ…

Szkoła na odwrót

Wreszcie skoczył się marzec, a wraz z nim zdalne nauczanie. Dzisiaj wróciliśmy do szkoły! Towarzyszyły nam różne emocje. Jedni się stęsknili za sobą, niektórzy byli niezadowoleni. Będzie trzeba wcześnie wstawać i się uczyć .
Tymczasem szkoła wyglądała inaczej niż przed pandemią. Wszędzie wisiały balony i serpentyny. Na korytarzu dostrzegłem dziwną postać, miała tęczowe włosy i szerokie spodnie. Przez chwilę myślałem, że to pan Kleks, a jednak dostrzegłem panią Widerę, zniknęła w swojej sali. My zaczęliśmy matematykę. Pani prowadziła ją w kolorowych trójkątnych okularach , było bardzo śmiesznie. Następna lekcja to religia. To niemożliwe, Pani Sipko wyrosły skrzydła. Pan Matusik miał natomiast na sobie szaliki niemalże wszystkich klubów sportowych, nie mogliśmy ich policzyć. Ostatnią lekcją była historia. Pani Bernacka wyglądała jak królowa, prawie jej nie poznaliśmy. Jak skoczyliśmy zajęcia szybko poszliśmy do pani dyrektor, wyjaśnić tę sytuację. Pani Mielczarek powiedziała, że po pandemii trzeba się jak najwięcej śmiać, bo śmiech to zdrowie.
Ten dzień był bardzo zwariowany. Do takiej szkoły mogę chodzić nawet w wakacje.


 

AUTOR: ADRIAN MAĆKOWIAK Z KL.VIIE

Nigdy nie będziesz szczęśliw*

Sam się ostatnio na tym złapałem i zauważyłem, że w naszym społeczeństwie pewnego rodzaju celem w życiu stało się to by być szczęśliwym. “Mieć szczęśliwe życie” “Żyć szczęśliwie” .Jak to dumnie brzmi. Prawda? Jednak nie wolno zapominać nam o tym, że tak się nie da. Szczęście, smutek, złość, wszystkie te emocje są tylko chwilowe. Nie da się być prawdziwie szczęśliwym w sposób permanentny.
Przeprowadzono badania na ludziach, którzy niedawno wygrali loterię oraz na ludziach, którzy przeszli traumę np. Jeżdżą obecnie na wózku lub ucięto im rękę bądź nogę. Jak łatwo się domyślić wykres szczęścia był większy u osób, które wygrały loterię. Jednak po 5 latach sprawdzono, jak wygląda u badanych obu grup stan szczęścia. Był on praktycznie na tym samym poziomie. Usuwając więc wszelkie zewnętrzne zmienne i biorąc pod uwagę to, że oczywiście brali udział w takim badaniu, ich poziom odczuwania szczęścia uległ zmianie. Chodzi oczywiście o grupę „szczęśliwszych” :) To tylko potwierdza, że szczęście nie istnieje jako coś statycznego, jako styl życia, czy jako po prostu stan świadomości, ale jako zwykłe chwilowe uczucie. Dokonano więc badań, czy istnieje coś co będzie dawało nam szczęście jako regularne impulsy, co podniosłoby jakość naszego życia? Nie. Każdy możliwy cel w życiu jest manipulowany przez twoje kompleksy, niedobory życiowe, brak świadomości oraz wszelkiego rodzaju traumy. Strach przed samotnością, śmiercią, czy innymi rzeczami, tylko da ci fałszywy cel, a kiedy do niego dotrzesz wyzbędziesz się swojego charakteru oraz wszelkich cech jakie sprawiają, że jesteś ludzki. Sława? Pieniądze? Atencja? Śmierć. Najprawdopodobniej nic nie osiągniesz w swoim życiu, bo w rzeczywistości żyjemy w jednym domu, w jednym mieście, w jednym kraju, na jednym kontynencie, na jednej planecie, na której akurat rozwinęło się życie, w jednym układzie słonecznym. Osiągnięcia takie jak Internet czy żarówka albo nawet koło są mało znaczące. Za wyjątkiem nas, prostych, prymitywnych istot, które nawet nie są w stanie pojąć, jak działa fizyka, po co jest rzeczywistość. Żyjemy na szczycie wielkiego lodowca i nigdy nie poznamy jego wnętrza, sensu. Dlaczego tańczymy do muzyki? Dlaczego uważamy coś za eleganckie, a drugie nie? Po co nam życie w świecie pozorów? Nie rozumiemy nawet własnych wytworów, a są ludzie na Ziemi znudzeni tym co ich otacza, mówiąc że wszystko już zostało wymyślone i wszystko już wiemy. Czy w naszym wszechświecie jest gdzieś czwarty wymiar? Dlaczego żyjemy akurat w trzecim? Jest tak wiele pytań, na które nie ma odpowiedzi. Nigdy nie będzie. Mimo wszystko żyjemy i umieramy. Po co zadręczać się pytaniami, które są bez sensu? Kogo to obchodzi, czy jako ludzkość jesteśmy rozwinięci, czy może jeszcze nie? Dlaczego żyjemy w takich realiach w jakich żyjemy? Ciężko jest sobie wyobrazić świat bez Pi i nie ma po co go wymyślać.
Największym sukcesem ludzkości jest udanie się na Księżyc. Drugim, odkrycie światła. Trzecim, wynalezienie koła. Czwartym zaś atom, dzięki któremu możemy sami się zniszczyć. Jakieś refleksje?
Małe miasteczko chciało jednak sprawdzić, czy można poprawić jakość życia w prosty sposób. Mówiono więc przechodniom, że pięknie dziś wyglądają. Sprawdzono, jak się czują przed tym eksperymentem oraz po nim. Jak się pewnie domyślacie, ludzie byli zdrowsi – fizycznie, czuli się lekko oraz chętnie przechodzili tamtą uliczką, aby usłyszeć te miłe słowa. Zaczęli również sami do siebie tak mówić. Oprócz tego porównano samopoczucie ludzi, którzy się uczą, czegokolwiek: grania na instrumencie, botaniki, sztuki malowania, czy nowego języka. Sprawdzono, jak się czują przed oraz w trakcie nauki. Najszczęśliwsi byli w trakcie nauki. Nie po tym jak się już nauczyli lub dotarli do momentu, w którym można było poprawiać małe rzeczy. W trakcie. Jednak to nie było szczęście. Jak się okazało, było to spełnienie, czyli najcudowniejsze uczucie na ziemi. Nigdy nie zbadane naukowo. Spełnienie jest losowe oraz wcale nie następuje, kiedy coś osiągniemy lub kiedy gdzieś dotarliśmy. Spełnienie często towarzyszy jako ostatnie uczucie przed popadaniem w depresję bądź szaleństwo. Zawsze jednak doprowadza do “przecharakteryzacji”, czyli jak twierdzili badani [odkrycia siebie] co dawniej przez psychologów oraz psychiatrów uważane było za chorobę. Rozwój więc, sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi. Chęć nauki, pochłanianie informacji, przekazywanie ich oraz używanie w życiu codziennym. To są rzeczy, które robią z nas ludzi, sztuka mowy, pisania, śpiewania, malowania, grania. W ten sposób kształtujemy siebie. Czujemy się i jesteśmy spełnieni.
Życzę wam więc rozwoju i uczucia spełnienia w życiu, nie zapominajcie, że w życiu nie chodzi o szczęście, ale o całość, nie konkretną emocję, doświadczajcie. Nie zadawajcie sobie pytań niemożliwych, żyjcie, a nie przeżywajcie.
Dziękuję i życzę dobrej nocy, bądź, miłego dnia.


BIBLIOGRAFIA:

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/690806

https://www.youtube.com/watch?v=KlSVoQiCijU

https://www.youtube.com/watch?v=EH-z9gE2uGY


 

AUTOR: ANTONINA SIKORA Z KL. V A

Antonina Sikora jest nie tylko miłośniczką, ale uznaną zawodniczką kolarstwa. Na łamach Po(d)glądu chciała opowiedzieć o swojej pasji.

MOJA PASJA

Włoszakowice…… Taka mała mieścina koło Leszna w woj. wielkopolskim. Ulewa straszna, plus 2*C , wiatr zrywający czapki z głów, 350km od domu…… . I dlaczego tu jestem – bo to najważniejszy dla mnie dzień w roku ! 84 Mistrzostwa Polski w kolarstwie przełajowym…. w kolarstwie, które pokochałam 3 lata temu.
23 stycznia, 4:30 pobudka. Jedziemy na zawody. Czuję się niewyspana, zmęczona, ale również bardzo pozytywnie naładowana. Dziś wielki dzień . Mogę reprezentować mój klub na tak dużych zawodach jak te! Mogę walczyć o tytuł Mistrzyni Polski w kategorii Żakini.
Na miejscu okazało się, iż ulewny deszcz padający całą noc zamienił trasę w…. błoto, błoto i jeszcze więcej błota. Było go aż po kostki. W takich warunkach jazda na rowerze nie jest możliwa, a bieganie z rowerem męczące. Ale warunki dla wszystkich są takie same, więc nie ma co, trzeba walczyć. Na objeździe trasy warunki nie były jeszcze takie złe, kilka zakrętów biegiem, poza tym można było jechać. Jednak z upływem czasu, trasa stawała się coraz trudniejsza, trawa zmieniła się w błoto. W lesie ulewny deszcz kałuże zmienił w błotne jeziora. Wybór roweru MTB był pomyłką – ciężki, trudno było go pchać w tych warunkach, a dodatkowe przeszkody tego nie ułatwiały. Gdybym wybrała lekki rower przełajowy byłoby dużo łatwiej. Trudno – nie ma co płakać. Dwie wysokie rampy po 4 metry wysokości każda, w tym jedna ze schodami, spowodowały że walka z ciężkim rowerem górskim nie dała mi możliwości walczyć o dobrą pozycję. Ale to nie zraziło mnie do kolarstwa, które jest moją pasją i o którym codziennie myślę. Wiem, że czeka mnie jeszcze dużo pracy na treningach, że muszę jeszcze kilka razy ponieść porażkę, ale to wszystko daje mi doświadczenie, które na przyszłość przyniesie mi korzyści.
Można uprawiać siatkówkę, można też koszykówkę, czy grać w piłkę nożną, ale dla mnie właśnie ROWER to jest TO! Jest moim życiem. Przygoda, fajni ludzie i czas spędzony na świeżym powietrzu… .
Czy można chcieć więcej?


 

 

KAROLINA GEDOWSKA , KLASA 7A

"Ju-Juitsu-my Passion, my Life ... and how to never give up on Your Dreams"

For long as I can remember I have tried different sports and even dancing and ballet. I also wanted to train basketball, but that didn't fascinate me that much as martial arts.

For a few years I was looking for something that would make me feel good and that's how I choose Ju-Jitsu and after some time this sport became my passion. Although sometimes I have such doubts as to whether it is really a sport for me, I quickly get back on the right track.. .I have three trainings a week, sometimes it is difficult for me to reconcile it with school.

After some time I started going to the competition and I remember it was like yesterday... During my first competition I was participating together with my friend from the club who is the vice-world champion... Honestly, I thought about quitting but then I did remember what my trainer had said : "NEVER, NEVER GIVE UP" which keeps me motivated and I keep going on with my training because I get better and better from each of it. Recently, I started going to competitions regularly, my mum is my biggest supporter and fan. I do admire her attitude. I remember when my she was in pain after her surgery, she still came to my competition...I always feel her presence with me and it gives me a courage to reach for more.. against all odds and despite the current situation we all are in...I am inexpressibly grateful to be alble to train and improve my skills and go on with my passion, that is giving me so much. I wish the same to everyone.

Thank you for your attention !!

KOREKTA JĘZYKOWA: PANI ANNA STOCHAJ


 

Dawid Ignaszewski, klasa 7D

"The story of David Kubacki from the beginning"

Let's start with some facts...

Dawid Kubacki is the World Champion in the individual competition of 2019 and the team competition of 2017. Bronze medalist at the 2018 Winter Olympics. In the 2019/20 season he won the four hills tournament as the third Polish ski jumper.

Dawid Kubacki was born on March 12, 1990 in Nowy Targ. Adam Malysz inspired him to try ski jumping. From his early childhood had good grades , especially at science did and he could easily reconcile his school duties with his passion.

In September 2005, at the age of 15, he made his debut in the FIS Cup ( third ski jumping league ) in Bischofsohen (Austria). For several years he competed in competitions in this rank, although without much success. He made his first World Cup appearance in 2009 and finished 49th. For the next few seasons he played in the Continental Cup. He scored his first points in the top rank on December 1, 2012 in Kuusamo, finishing 22nd.

He achieved his first World Cup success with the team. At the 2013 World Championships in Val Di Fiemme, Finland, they won a bronze medal on a large hill. The 2015/16 season proved to be a game-changer for David. He competed in the highest-ranking competitions regularly.

Kubacki competed twice at the Winter Olympics. In 2014 in Sochi (Russia) He finished 31st, four years later he won a bronze medal with the team, individually he was 31st and 10th. David's form gradually increased, in the competition in Garmisch – Partenkirchen (Germany) took 3rd place. In the whole series (Four Hills Tournament) he finished 5th, which was a huge success. A few weeks later, the World Championships in Seefeld (Austria), where he won, the victory was so surprising that after the first series he took 27th place, and in the second he did not give this lead until the end of the competition.

I wrote this article about Dawid because he is a role model to me. Thanks to his perserverance, will to win and overcoming his weakness , he became a World Champion when no one bet on him. Throughout 8 years of hard work, he indeed achieved a great success. People like him , give me hope and strenght to defaeat my own weakness and always follow my dreams no matter what.
Thank You for reading this and I do apologize for my mistakes ... I sincerely hope You liked it.

KOREKTA JĘZYKOWA: PANI ANNA STOCHAJ


 

„Rany boskie, GINIEMY!!!”

Katastrofa kolejowa pod Radkowicami

W roku 1973 nastąpił dalszy wzrost poziomu życia dzięki kredytom zaciągniętym na zachodzie przez Edwarda Gierka. W kwietniu tego roku podjęto decyzję o budowie drogi szybkiego ruchu łączącej Warszawę ze Śląskiem. Nastąpiło również upowszechnienie tzw. „wielkiej płyty na wielką skalę”. Do 1975 miało powstać ponad 60 fabryk, domów, które miały dostarczyć materiały do budowy kilkuset tysięcy mieszkań. W lipcu rozpoczęto produkcję Fiata 126p, w fabryce samochodów w Bielsku-Białej. Dziedzina transportu również mogła poszczycić się sukcesami. W 1972 zakupiono licencję na produkcję autobusu Berliet PR100, którą to rozpoczęto w Jelczańskich Zakładach Samochodowych. Wielkimi krokami zbliżało się również wycofanie z ruchu zespołów trakcyjnych pozyskanych po wojnie z Berlina. Linie lotnicze LOT mogły natomiast poszczycić się uruchomieniem pierwszego regularnego połączenia transatlantyckiego do Nowego Yorku. W kwestii bezpieczeństwa w transporcie już tak kolorowo nie było. Od sierpnia 1972 do sierpnia 1973 doszło do dwóch zderzeń pociągów, dwóch najechań, dwóch wykolejeń i jednego wybuchu kotła w parowozie. W zdarzeniach tych zginęło łącznie pięć osób, wszyscy byli pracownikami PKP, którzy ponieśli śmierć z powodów błędów popełnionych przez siebie bądź kolegów z pracy.
Przez stację w Wolicy przejechał bez zatrzymywania się pociąg pospieszny numer 31214 relacji Zakopane-Warszawa Wschodnia prowadzony elektrowozem EU-07 26 przez maszynistę Zygmunta Kukiełę i pomocnika Walentego Haducha. W składzie pociągu znajdowały się głównie wagony sypialne, wypełnione w 80% wczasowiczami, wracającymi z Podhala i Tatr do domów. Tej nocy widoczność była dobra. Trzy minuty po opuszczeniu Wolicy, pociąg jechał z prędkością 88km/h, gdy Kukieła zobaczył na torze przed sobą coś, czego nie powinno na nim być. Tak opisał ten moment w swoim zeznaniu po katastrofie. „Trzy kilometry od Wolicy zauważyłem nagle na naszym torze, przed nami wagony towarowe, nieoświetlone. Wagony te dostrzegłem mniej więcej 120 metrów przed czołem naszego elektrowozu. Natychmiast odwróciłem się, wołając do pomocnika „Rany boskie, GINIEMY!!!” i złapałem klamkę drzwi prowadzących do korytarza maszynowni.” Zanim się ewakuował wraz z pomocnikiem, zdążył opuścić pantografy i wdrożyć hamowanie nagłe, przez co pociąg zwolnił do 81 km/h. W wyniku zderzenia lokomotywa wjechała na wagon towarowy, oddzieliły się od niej wózki, a następnie obróciła się ona do góry kołami. Maszynista stracił przytomność w momencie zderzenia, jednak razem ze swoim pomocnikiem przeżył wypadek. W katastrofie oprócz wagonów towarowych, ucierpiały również wagony znajdujące się w składzie pośpiesznego. Zostały zatarasowane oba tory. Kierownik pociągu Jan Karaś zginął na miejscu, jednak dwóch konduktorów Julian Nędza i Władysław Bareja przeżyli wypadek. Tuż po zderzeniu Nędza zawołał do kolegi „Władziu, katastrofa, osłaniamy pociąg!” Po czym obydwaj wydostali się ze swojego przedziału. Nędza pobiegł do odległej o trzy kilometry Wolicy, poinformować o wypadku, a Bareja wraz z pasażerem pośpiesznego, Marianem Piekielnikiem, ruszył w kierunku Sitkówki, aby osłonić miejsce wypadku. W oddali było już widać światła nadjeżdżającego od strony Kielc innego pociągu pośpiesznego, zmierzającego do Krynicy i Zakopanego, który szczęśliwie udało im się zatrzymać paręset metrów od miejsca zdarzenia, nie dopuszczając tym samym do powtórki z 11 lat. W katastrofie zginęło 14 osób, a 21 zostało rannych. Po kilku godzinach od wypadku na miejscu zjawiła się komisja, która miała zbadać jego przyczyny. Wysłuchano załogę pociągu pośpiesznego jak i dyżurnych ruchu na stacjach w Wolicy i Sitkówce Nowinach. Okazało się, że dyżurny ruchu z Wolicy przed przejazdem pośpiesznego z Zakopanego, wyprawił na szlak jeden pociąg. Był to wyprawiony o 23.22 towarowy, z Jaworzna Szczakowej do Skarżyska Kamienne, prowadzony lokomotywą ET22. W składzie znajdowało się 51 wagonów. Poszukiwania pociągu i jego załogi nie trwały długo. W momencie wypadku stał on w Sitkówce, z powodu zaniku napięcia w sieci trakcyjnej. Z przesłuchań maszynisty i jego pomocnika z „byka” (potoczna nazwa na elektrowozy typu ET22), wyłonił się bardzo niepokojący obraz sytuacji, która doprowadziła do katastrofy.
Przed wypadkiem, maszynista wraz z pomocnikiem prowadzili pociąg towarowy z Dęblina do Sędziszowa i o godzinie 18 dotarli nim do Skarżyska Kamiennej. Pracowali już trzynastą godzinę, jednak nie zgłosili dyspozytorowi konieczności podmiany i kontynuowali jazdę do końca trasy (maszyniści mogą pracować do maks 12 godzin). Po dotarciu do Sędziszowa powiedzieli tamtejszemu dyspozytorowi, że pracują dopiero od pięciu godzin. W rzeczywistości była to szesnasta godzina ich służby. Dyspozytor, kierując się słowami załogi, wysłał ich do poprowadzenia pociągu towarowego 42290 do Skarżyska. Pociąg ten miał jeden końcowy sygnał, który był ciemny i nie był zamknięty na kłódkę. Po przejęciu pociągu towarowego od poprzedniej załogi w Sędziszowie, nowa obsada nie przeprowadziła próby hamulca oraz nie zatroszczyła się o prawidłowe oznakowanie końca składu, po czym pociąg wyruszył do Skarżyska i o 23.22 przejechał przez stację w Wolicy. Jazda do Radkowic powinna zając 6 minut, lecz w rzeczywistości towarowy jechał trzy razy dłużej. Kiedy dojechał do łuku trzy kilometry za Wolicą, zadziałał hamulec samoczynny i pociąg się zatrzymał. Powodem był otwarty kurek. Pomocnik nie zauważył, że trochę dalej stoją wagony i myśląc, że kurek otwarł maszynista wracający ze służby, zamkną go i wrócił do kabiny lokomotywy. Maszynista przyjął wyjaśnienia pomocnika i ruszył dalej, zatrzymując się w Sitkówce, z powodu zaniknięcia w sieci. Pozostało jeszcze pytanie, dlaczego obsługa posterunków ruchowych, nie zwróciła uwagi na problemy z pociągiem towarowym. Gdy skład przejeżdżał przez Radkowice, tamtejszy dyżurny ruchu nie zauważył sygnałów końcowych pociągu. Zadzwonił więc do dyżurnego w Wolicy, aby upewnić się w tej sprawie. Ten powiedział mu, że towarowy był prawidłowo oświetlony, potwierdzając przypuszczenia dyżurnego ruchu z Radkowic, że ostatnim wagonem była pusta platforma. W rzeczywistości jednak, ostatnim wagonem były węglarka, a dyżurny ruchu z Wolicy, w momencie przejazdu pociągu przez stację, drzemał na stojąco. Tym samym, nikt nie zauważył, że towarowy zgubił na szlaku pod Radkowicami, 20 z 51 wagonów, na które po kilku minutach, najechał pociąg pospieszny.
Katastrofa pod Radkowicami spowodowała zmianę w odpowiedzialności za sygnały końca pociągów PKP.
Konduktorzy Julian Nędza i Władysław Bareja, dzięki którym nie powtórzyła się katastrofa pod Jarostami, zostali odznaczeni za bohaterstwo w 1973. Cztery miesiące później zapadł wyrok sądu najwyższego, który skazał maszynistę towarowego i dyżurnego z Wolicy na osiem lat więzienia, a pomocnika maszynisty i dyżurnego z Radkowic, na dwa i pół roku więzienia.

Tym razem bez komentarza ;)

To tyle jeśli chodzi o katastrofę.
Jak zwykłe informacje, jak i inspiracje czerpałem z tego kanału:

https://youtu.be/YnSuvyHJRzg

Ale pominąłem jeden śmieszny wątek:
„czasami koniec pociągu oznaczało się miotłą albo łopatą”
No…. trzeba mieć wyobraźnię.

 Artykuł opracował i napisał Bartosz Buszka z klasy 7e


 

AUTOR: NATALIA BOSY Z KL.VIE

OPOWIADANIE INSPIROWANE POWIEŚCIĄ I. JURGIELEWICZOWEJ PT. TEN OBCY

„HISTORIA ULI”

Minęło dwadzieścia lat od ostatniego spotkania Urszuli i Zenka. Minione lata były dla nich bardzo emocjonującym czasem .Ula po wyjeździe Zenka poświęciła się nauce i wyrosła na piękną i mądrą kobietę. Podjęła pracę w szkole i żyła spokojnie. Zenek także pilnie się uczył i założył własną fabrykę. Obydwoje przez te lata myśleli o sobie nawzajem i o uczuciu, które wcześniej ich łączyło.
Niestety żaden z nich nie miał odwagi do zrobienia pierwszego kroku, a gdy Ula dowiedziała się , że Zenek założył rodzinę całkiem straciła na to ochotę i nie chciała zepsuć relacji Zenka z żoną i dziećmi. Ula długo nie mogła się pogodzić z tym , że jej młodzieńcza miłość o niej zapomniała. Jednak postanowiła zebrać się w sobie i także żyć szczęśliwie. Po jakimś czasie poznała także uczącego w szkole mężczyznę, którego z czasem zaczęła darzyć uczuciem. Pobrali się, a Ula urodziła córeczkę i wspólnie, szczęśliwie żyli w rodzinnym miasteczku. Po trzech latach od ślubu w rodzinie Uli wydarzył się tragiczny wypadek. Ula w raz z mężem i córką wracali do domu samochodem w deszczową pogodę. Jej mąż stracił panowanie nad samochodem, który uderzył w drzewo. Mąż Urszuli i jej roczna córeczka zmarli na miejscu wypadku, a Ula została poważnie ranna i przykuta do wózka inwalidzkiego. Jej całe życie się zawaliło, straciła ukochaną córeczkę i męża. W dniu pogrzebu zalana łzami goryczy siedziała w parku nie wiedząc co ma dalej robić. Nagle podszedł do niej mężczyzna, którego twarz poznała od razu - to był Zenek. Obydwoje patrzyli na siebie nie wiedząc co powiedzieć. Zaczęli więc od tragicznej historii, która miała miejsce niedawno. Następnie Ula zadała pytanie, które od bardzo długiego czasu nie dawało jej spokoju, a mianowicie pytanie o jego rodzinę. Po bardzo ekscytującej , pełnej łez i wyrzutów rozmowie okazało się , że Zenek nigdy rodziny nie miał. Cały czas żył sam, w nadziei , że nadarzy się cud i będzie mógł resztę życia spędzić z Ulą. Ula zrozpaczona całą sytuacją szybko zrozumiała , że choć kochała swojego męża nad życie, w jej sercu cały czas był Zenek. Dotarło do niej jednak ,że teraz kiedy jest niepełnosprawna może to zostać jedynie jej marzeniem. Zenek nie dopuścił do siebie myśli , że po skończonej rozmowie każdy z nich pójdzie w swoją stronę .Wyznał Uli , że jej kalectwo i tragiczna przeszłość nie są dla niego ważne. Oboje zrozumieli ,że bardzo się kochają i muszą być razem. I właśnie trak zostało - żyli razem długo i szczęśliwie dokładnie tak jak w baśniach.


 

Numer 3 (luty 2021)


 

SARA ZWIERZYŃSKA, kl. 7E

Szare twarze

Kto z nas nie pragnie komfortu? Takiego psychicznego, w znaczeniu stabilizacji, spokoju, pozbawionego stresów, jak również fizycznego, ale to nie jemu poświęcam ten artykuł. W życiu lubimy wyznaczać sobie zasady, albo by się nimi kierować, albo by je łamać. Pytanie: Czy daje nam to oczekiwaną satysfakcję?

Mowa o strefie komfortu, sytuacji, gdy człowiek wyznacza sobie granice i nigdy ich nie przekracza. Wtedy może bezwładnie przemieszczać się po swoim życiu, bez wysiłku, bez ryzyka. Może nawet opracować sobie reakcje, na prawie wszystkie znane mu sytuacje. Wtedy nie będzie się już musiał prawie wcale stresować. Niby fajnie, ale ciekawej, barwnej egzystencji to nie sprzyja. Nikt nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo taki styl życia zabija spontaniczność.
Niektórym z nas taki sztywny stan rzeczy akurat nie odpowiada, wówczas czujemy się więźniami własnych myśli, więźniami samych siebie, ubezwłasnowolnieni w najgorszym istniejącym rodzaju psychicznego kieratu. Mimo wszystko żyjemy właśnie w taki sposób, nie zdając sobie sprawy, że powoli tracimy siebie, gaśniemy niepostrzeżenie.
Droga zasad z wolna zmienia się w system, rutynę, dzięki której wszystko zlewa się w jedną, cichą, bezpieczną całość. Życie? Nie wiem, jeśli tak to ma wyglądać to trochę ummm... nieszczególnie. Chociaż nie załamujmy się, zawsze jest jakieś wyjście. Chyba…?
Dzięki temu, że ludzie mają przyzwyczajenia, zasady, strefę komfortu, są przewidywalni. Nie oszukujmy się, życie w strefie komfortu jest bardzo przewidywalne. Większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, ale pomimo pozornej przyjemności takie życie ich nie satysfakcjonuje. Nie mówię oczywiście, że wszyscy ludzie mają takie doświadczenia. Jest wiele osób, dla których poczucie kontroli i rutyny jest ważniejsze od spełniania marzeń, bo to drugie jest trudniejsze. To zrozumiałe.
Żyjemy w świecie, w którym każdy chce być oryginalny. Co ciekawe, nie zdajemy sobie nawet sprawy, że tak naprawdę nie różnimy się tak wiele od siebie. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, na przestrzeni lat zlewamy się wszyscy w jedno, wielkie jezioro szarych wspomnień. To trochę smutne.
Po przyjęciu tego do wiadomości poczuć można jednak cichą, subtelną ulgę, przyjemny spokój duszy, bo zdajemy sobie sprawę, że nigdy nie musieliśmy udawać, niczego ukrywać, nie musieliśmy tracić czasu na stwarzanie pozorów, bo nikt nie staje się lepszy przez to, że ukrywa prawdziwość pod maską perfekcji. Tylko niektórzy zbyt późno zaczynają to rozumieć. Wciąż tkwimy jednak w tym smutnym nastroju, życie jest takie pospolite i nudne… no okej, nazwę to ładniej – prozaiczne. Toczy się tylko w bezpiecznej przestrzeni, pod płaszczem zasad, które sami sobie wyznaczamy. Niby wszystko jest poukładane, ale właściwie to oprócz schematyczności nic nam to nie daje. Żyjemy sobie z dnia na dzień, zastanawiamy się dlaczego codziennie wstajemy z łóżka. Może tylko po to, żeby nie mieć nieobecności na lekcjach? Albo żeby zaspokoić jakieś swoje potrzeby? Próbując rozszyfrować rzeczywistość, za każdym razem wpadamy w pułapkę własnych myśli. Ciężko dojść do czegoś nowego, jeśli mamy do dyspozycji tylko jedną perspektywę, za pomocą której analizujemy wciąż tą samą kwestię.
Nie wiem, uspokaja cię to, że unikasz życia?


 

Frustracja

Hej! To ja od tego smutnego, depresyjnego artykułu o zdalnym nauczaniu. Myślałem o tym, żeby przedstawić teraz zdalne nauczanie z innej strony, bo niedawno dostrzegłem pełen koloryt uczuć związanych z naszą szkolną, domową sytuacją. Przy okazji nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że kończą mi się pomysły. Tak więc dzisiaj napiszę o frustracji z punktu widzenia nastolatka. Będzie to oczywiście subiektywna ocena tego zjawiska, niestety bliska młodym ludziom. Jak ono na nas wpływa, jak sobie z nim radzić (to nie będą moje rady, bo ja sobie nie radzę- raczej zasłyszane, przeczytane, nieustannie z niepowodzeniem wcielane przeze mnie w życie).
Czym jest więc frustracja? Frustracja jest związkiem uczuć wywołana wieloma rzeczami. Przykładami frustracji jest wiele sytuacji, do tego jest paradoksalna, co postaram się udowodnić (frustracja może wywoływać negatywne emocje, powodując poczucie braku kontroli nad sobą, co w konsekwencji ponownie frustruje). Załóżmy więc, że jakimś cudem ktoś nie zna tego uczucia, jak mu je opisać? No cóż najłatwiej jest podać sytuację:
Kiedy idealnie zalałeś herbatę albo kawę, ale musisz teraz zamieszać i wiesz, że wylejesz, ale nie możesz nic z tym zrobić, bo jest za gorąca żeby upić i musisz albo czekać aż trochę ostygnie, albo pogodzić się z faktem, że wylejesz podczas mieszania. Kiedy śnieg jakimś cudem wpadnie do wysokich butów i próbujesz go wyciągnąć, ale zapominasz, że śnieg podczas dotyku topnieje i teraz masz mrożącą wodę, która spływa po kostce i nie możesz z tym nic zrobić. W każdym z tych przykładów użyłem sformułowania “nie możesz nic z tym zrobić”, głównie dlatego, bo to właśnie to uczucie. Poczucie niesprawiedliwości, czasem wywoływane przez ludzi, ale częściej przez coś prostego, co nas jakimś cudem pokonuje. A kiedy chcesz się z tym pogodzić i przestać walczyć to nie możesz, bo dana sprawa nieustannie daje o sobie znać i nie pozwala skupić się na czymś innym.
Skoro już wiesz czym jest frustracja, to czy ma ona jakiś długoterminowy wpływ na ciebie? Oczywiście! Teraz w zależności jak często ją czujesz może wpływać na ciebie pozytywnie lub negatywnie. Ja dla przykładu jestem uzależniony od frustracji w taki sposób, że codziennie przynajmniej godzinę lub czasem dłużej jestem sfrustrowany, czego przyczyną jest oczywiście nadmierna ilość frustracji. Jej intensywność spada do takiego poziomu, gdzie nie odczuwam tego tak bardzo, jak osoba, która pierwszy raz by doświadczała takich uczuć. Tak więc frustracja może spowodować, że uodpornimy się na inne drażniące w ten sposób bodźce, co często może pomóc, może też sprawić, że wpadniemy w taki oto paradoks, gdzie sama frustracja nas frustruje i odbiera nam poczucie samokontroli. Dodatkowo jeszcze gorszym wariantem jest to, kiedy to polubimy albo utożsamimy się z tym zjawiskiem.
Jak więc się przed tym bronić? Oczywiście wszystko zależy od naszego nastawienia, należy zrozumieć, że nie można z tym walczyć. Nie tylko to uczucie, ale każde uczucie jakie nam towarzyszy trzeba zaakceptować w taki, czy inny sposób. Tylko tak nie ma żadnego uczucia, które przeważa i którym jesteśmy przepełnieni. Wtedy można zaakceptować to jacy jesteśmy i dlaczego tacy jesteśmy. Czuć się dobrze z samym sobą.
Dziękuje za uwagę i życzę miłego dnia bądź wieczoru pozbawionego frustracji.

Adrian Maćkowiak, kl. 7 E


 

Dawid Ignaszewski klasa 7D

The Story of Kamil Stoch from the Beginning

We all know that Kamil Stoch is one of the most successful jumpers in the whole wide World. Born on May 25, 1985, in Zakopane, he is the son of Bronisław psychologist and Krystyna, who works as an official. Kamil has two sisters, Anna and Natalia.

When he was only 4 years old, he began to build artificial slopes in his yard with his colleagues. It is when his adventure with ski jumping began. At the age of 8 he started training at LKS Ząb. At the age of 12, he dreamed of becoming an Olympic champion. As you probably know, he has achieved this goal, not once but three times!!!!! That’s really stunning achievement, You have to All admit!!!!
In 2000, he competed in the Continental Cup for the first time, without success, but all his life he did not give up!!!
In the following years he continued to take part in the Continental Cup. He made his World Cup debut on 17 January 2004 in his native city-our capital of winter wonderland :) Zakopane. He finished 49th. In the same season he finished 6th. He won his first medal on 5th of February 2004.

He started to perform better and better in 2005 and it kind of became his habit ! He won his first World Cup points during competition on the Pragelato hill, he finished as 7th in the ranking. Stoch also performed well in the summer Grand Prix competitions, and in the 2005/2006 season he began to earn points regularly. The following seasons looked for him pretty much similar but in the summer of 2008 he became badly injured due to unfortunate fall, which excluded him from the summer competitions. Still his perseverance and hunger of winning lasted.

The breakthrough in his career came in 2010/2011 when Adam Malysz recorded his last appearance. In this competition in Zakopane he won. From season to season he improved his results. In each subsequent year, the number of competitions in which he stood on the podium or won highly increased. He has won the Crystal Ball twice (awarded for winning the final World Cup standings) – in 2013/2014 and 2017/2018. Kamil won the Olympic Championship in 2013/2014. Subseqently in years 2017/2018 Kamil Stoch won the entire World Cup cycle and competitions such as: Four Hills Tournament, Raw Air, World Championships in flight and at the Winter Olympics. To put it simply his career has exceeeded his wildest expectations!!!!!!

In total, he stood on the podium : 77 times (in 5th place of all time) He won : 39 times – He equaled Adam Malysz's record.

I admire him beacuse of his obstinacy and ability not to give up. I think that it is a rare feature nowadays. Let us hope that We will have more people like Kamil Stoch, especially during those difficult times of pandemia. People like him are giving me hope. Thank You for reading this and sorry for my mistakes.

Korekta językowa:

Pani Anna Stochaj


 

Historia i znaczenie piramid

Co to są piramidy?

Piramidy były budowane między innymi w Mezopotamii, Egipcie, Peru, Meksyku, Chinach oraz na ziemiach Majów i Azteków. Są to bardzo stare budowle. Były one budowane z kamienia metalu oraz gliny. Większość piramid ma kształt ostrosłupa o podstawie kwadratu. Najstarsza piramida na świecie czyli piramida w Dahszur w Egipcie pochodzi z lat 2640 p.n.e.- 2620.p.n.e.

Prawdziwe znaczenie piramid

Obecnie przyjęło się ,że piramidy miały służyć jako grobowce na przykład faraonów, ale to nieprawda. W prawie wszystkich kulturach piramidy przede wszystkim miały pomagać człowiekowi jednoczyć się z bogiem.

Piramidy w Mezopotamii

W Mezopotamii tzw. zikuraty ,czyli budowle sakralne. Mieściły też siedziby władców, biblioteki, szkoły, skarbce, spichlerze. Na dolnym tarasie jak również  na szczycie znajdowały się świątynie. Szczyt był symboliczną ,,bramą”, przez którą ,,bogowie zstępowali na Ziemię”.

Piramidy Majów

Piramidy Majów (dzisiejsza Gwatemala) stanowiły podstawę świątyń, znajdujących się na  szczycie. Obrzędy ludowe odbywały się na szerokich stopniach, a do środka świątyni dostęp mieli tylko kapłani.

Piramidy w Egipcie

W Egipcie, rozszerzona świadomość i Wiedza zarezerwowane były wyłącznie dla niedużej grupy osób uprzywilejowanych "Grupa trzymająca władzę" posunęła się stanowczo zbyt daleko, składając na stopniach piramid krwawe ofiary z ludzi. Nie dziwi więc, że budowle te zarastają tropikalnym lasem i rozsypują się w zapomnieniu. Piramidę Cheopsa ok 2550 r. p.n.e. uważano za "miejsce, z którego można przenieść się w Kosmos". Nie wiemy, czy chodzi o "kosmiczną świadomość" i mistyczną jedność z Wszechświatem, czy rzeczywiste podróże międzygwiezdne. Być może o i jedno i drugie.

Piramidy w Meksyku

W Meksyku, w Theotihuacan tzn. miejscu, gdzie ludzie zamieniają się w bogów, górują dwie wielkie piramidy - Słońca i Księżyca. Służyły one Toltekom do wewnętrznej przemiany i transformacji świadomości. Wiedza nie była tam tajemna, każdy mógł podjąć decyzję rozwoju i żyć blisko piramid. Dzięki swoim wysiłkom Toltekowie przekazali potomnym głęboką,  psychologiczną mądrość i wiedzę o czasie.

Bibliografia

https://pl.wikipedia.org/wiki/Piramida_Cheopsa

http://yantra.pl/piramidy/historia_i_znaczenie.html


Artykuł przygotował Sergiusz Krystman uczęszczający do klasy 7e.


 

Katastrofa pociągów EKD pod Rakowem

Koniec roku 1936 był jednocześnie końcem początku ostatnich lat przed wybuchem II wojny światowej. Pod koniec marca w Krakowie wybuchły strajki robotnicze. Podczas ich tłumienia zginęło łącznie 8 osób. W lipcu wybuchła wojna domowa w Hiszpanii, a w sierpniu rozpoczęły się igrzyska olimpijskie w Berlinie. W dziedzinie transportu dokonywało się znaczących postępów. Ku końcowi chyliły się prace nad elektryfikacją pierwszych odcinków linii w warszawskim węźle kolejowym, wraz z produkcją dedykowanych do obsługi WWK zespołów trakcyjnych. W sierpniu otwarto linię z Wieliszewa do Tłuszcza. Trwały również przygotowania do budowy linii z Legionowa do Nasielska, która miała pozwolić na ominięcie Nowego Dworu Mazowieckiego. Jednak gdy część Warszawskiego Węzła Kolejowego (WWK) należąca do PKP dopiero się elektryfikowała, w aglomeracji warszawskiej od dziewięciu lat istniała kolej podmiejska, pierwsza w Polsce, zbudowana od podstaw jako zelektryfikowana. Były to Elektryczne Koleje Dojazdowe (EKD), uruchomione 11.12.1927 r. Warszawska stacja początkowa znajdowała się przy skrzyżowaniu ulic Nowogrockiej i Marszałkowskiej. Stąd EKD biegła ulicami Nowogrocką, Tarczyńską, Niemcewicza i Szczęśliwicką do dzisiejszej ulicy Włodarzewskiej, gdzie znajdował się przystanek Szczęśliwice. Następnie na wysokości dzisiejszego skrzyżowania ulic Szybkiej i Instalatorów oddzielała się oddana w 1932 odnoga do Włoch (jedna z dzielnic Warszawy), a linia główna biegła dalej do Grodziska, nie zmienioną do dziś trasą. Trzydziestego września 1936 roku została uruchomiona druga odnoga, z Podkowy Leśnej do Milanówka. Połączenie z siecią PKP zapewniał istniejący do dziś łącznik, między stacjami Prószków i Komorów. EKD mogła również poszczycić się mianem pierwszej kolei w Polsce, na której wprowadzono dwustawną samoczynną blokadę liniową. Semafory rozmieszczone były na odcinku od granic Warszawy do Podkowy Leśnej, co jeden lub dwa i pół kilometra, a urządzenia sprowadzono ze Szwecji. W 1934 roku zaś, przez punkt w którym odgałęziała się odnoga do Włoch, PKP poprowadziło linie do Radomia. W ten sposób powstał przystanek techniczny skrzyżowanie.

Pociąg z Milanówka składający się z wagonu silnikowego EKD 15 i dwóch wagonów doczepnych o numerach 515 i 516, zbliżał się do granic Warszawy. Pasażerami byli głównie uczniowie zmierzający do szkół w Warszawie oraz urzędnicy jadący do pracy. Panowała lekka mgła. Gdy pociąg mija przystanek osobowy Raków, jako jeden z wielu mający status na żądanie, miną również semafor samoczynnej blokady liniowej, a następnie rozpędził się do maksymalnej prędkości 70km/h. Po kilku sekundach od wejścia w łuk za Rakowem maszynista zobaczył we mgle koniec innego pociągu EKD. Jak się okazało, jadącego z Grodziska do Warszawy, także złożonego z wagonu silnikowego i dwóch wagonów doczepnych, również wypełnionego uczniami i urzędnikami, który tego dnia był opóźniony i od sześciu minut oczekiwał na skrzyżowaniu na przejazd pociągu osobowego PKP. Ostatnie sekundy przed zderzeniem opisał dziennikarzom warszawskiej gazety „Dzień dobry”,Albert Gryn, uczeń jednej z Warszawskich szkół, który znajdował się na tylnej platformie ostatniego wagonu pociągu z Grodziska.

 

„Czekaliśmy na otwarcie przejazdu już około dziesięć minut. Patrzyłem na tor biegnący z Milanówka, nagle z lekkiej mgły wyłonił się przód jakiegoś pociągu elektrycznego. Pędził w Prost na nas. Przez sekundę nie chciałem wierzyć oczom. Wydawało mi się że musi jechać po sąsiednim torze. Zrozumiałem jednak, że się mylę. Jechał z olbrzymią szybkością wprost na nas. Pchnięty jakimś impulsem wyskoczyłem przez drzwi platformy na nasyp, a za mną jeszcze dwóch kolegów. Ledwie znaleźliśmy się na ziemi, rozległ się trzask.”

Pociąg z Milanówka wjechał w pociąg Grodziski z prędkością około 70km/h. W wyniku najechania, przedni pomost wagonu silnikowego pociągu Milanowskiego oraz tylny pomost pociągu Grodziskiego przestały istnieć (zostały tak bardzo zgniecione), a tylny pomost wagonu silnikowego został poważnie uszkodzony. Prowadzący pociąg z Milanówka wdrożył hamowanie na kilka sekund przed zderzeniem, co zmniejszyło skutki wypadku. Miejsce katastrofy było oddalone od najbliższych zabudowań o pół kilometra, a pierwszą informację o wypadku przekazano z budki dróżnika przystanku technicznego skrzyżowanie. W wyniku zderzenia rannych zostało 16 osób razem z maszynistą, z czego 7 ciężko. Początkowo wśród ciężko rannych znajdował się także 15 letni Stefan Płuciennik, który jednak zmarł w drodze do szpitala. Na pytanie, dlaczego doszło do katastrofy, odpowiedzieć miała specjalna komisja sądowo-śledcza. Presja była duża ze względu fakt, iż miesiąc wcześniej, kilka kilometrów dalej w stronę centrum Warszawy, doszło do podobnego wypadku. Komisja przesłuchała maszynistę pociągu z Milanówka. Zeznał on, że semafor samoczynnej blokady liniowej pokazywał na przemiennie dwa sygnały, co obecnie określa się mianem sygnału wątpliwego i z tego powodu kontynuował jazdę. Lecz komisja uznała, że semafory były sprawne, a w dodatku gdyby tak było, maszynista miał obowiązek zatrzymać się przed semaforem wskazujący sygnał wątpliwy, a następnie kontynuować jazdę z ograniczoną prędkością do 20km/h. Zauważono również, że wypadek wydarzył się w dwudziestej godzinie służby maszynisty. Mimo, że oskarżony o spowodowanie wypadku był maszynista, to i tak katastrofa z 6 listopada jest spowita mgłą tajemnicy.



Komentarze:

 

„Ach.. klasyka. Wszystkie urządzenia w okolicy działały prawidłowo, czyli Polskie jakoś to będzie.”

„Do tej pory byłem przekonany, że działania wszelkich ‘komisji’ i zrzucanie winy na szarego pracownika to pokłosie epoki komunizmu. Teraz widzę, że PLK kultywuje tradycje obecne w polskim kolejnictwie już prawie od wieku. Brawo!”

Ciężko ugryźć katastrofy z przed II wojny światowej, lecz jemu to się udało!

Jak zawsze inspirację i informację pobrałem z kanału Kuracyja

Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej, zapraszam do niego:

https://youtu.be/VCBJEMuNW0U

A następny materiał, MOŻE będzie o kolei…….

Bartosz Buszka 7e


 



Numer 2 (styczeń 2021)


 

Adrian Maćkowiak

Zdalne Nauczanie

Z jednej strony siedzisz sobie w domowych pieleszach, w prywatnej, znanej ci przestrzeni, bezpieczny. Z drugiej perspektywy gubisz młodzieńczą werwę i radość. Dni zaczynają być coraz bardziej podobne do siebie i zlewają w jedną szarą czasoprzestrzeń. Ja szkolne zajęcia kończę około 15:30 mając przerwy czasem sięgające do 30 minut, w trakcie których na nic nie mam ochoty, bo jedyne o czym myślę, to żeby jak najszybciej zakończyć lekcje.

Wstaje o 7:10 przebieram się w koszule, bo jestem dziwny i lubię udawać, że faktycznie dziś pójdę i zrobię coś pożytecznego. Następnie parzę sobie herbatę, wszystko tylko nie english breakfast, aha, nie mamy nic innego? Nie robię kanapki. Idę na lekcje, liczę kroki z kuchni do pokoju, bo w końcu smart band mówi mi, że mam ich zrobić 3000. Siadam odpalam teamsy i jak zawsze lekcje jednak zaczynają się 8:55. Brzmi świetnie co? To 35 minut zaoszczędzonego czasu może sobie powtórzę materiały albo ummm, albo odrobię zadania, których zapomniałem. Nie. Obejrzę serial, w końcu ktoś płaci za abonament na netflix’ie . To czekamy.

Pierwsza lekcja: Pani mówi, zadaje pytania, co ostatnio przerabialiśmy?, Ale oczywiście nikt jej nie odpowie. Myślę… może ja jej odpowiem? Zaczyna naprawdę robić się niezręcznie. Nikt nie wie co, nikt nie wie kto, ale coś nas zawsze zatrzymuje. Jesteśmy jak zaczarowani, zawstydzeni, niepewni. Pani sama sprawdza. Dopijam swoją herbatę. Pora na obecność. Nic trudnego, zawsze w tym momencie liczę numerki - “Bartek” - mówi Pani, “Jeden” - myślę i tak dalej i tak dalej... Przypomina mi to o tym, że powinienem chociaż chodzić w kółko, żeby nie umrzeć, nas jest więcej w klasie niż dziś zrobiłem kroków. Z jakiegoś powodu nie wiem (zastanawia mnie, czy wy też tak macie?), ale “Adrian” (w moim przypadku), kiedy pada w głośniku imię, zawsze wydaje mi się głośniej. Przed moim występem staram się mówić coś na głos, ćwiczę jak aktor. Nic nie mówiłem od rana, dojrzewam i zastanawiam się, co będzie jak mi się głos załamie? “Jestem ! ” mówię na tyle głośno, żeby Pani usłyszała, ale nie na tyle, żeby pomyślała, że nie wiedziałem, że sprawdza obecność i że może oglądam coś albo gadam z kolegami, czy gram. Zaczyna się. Nauczyciele naprawdę potrafią dużo, płynnie mówić. To jest rzeczywiste 45 minut ciągłego mówienia. Podziwiam ich za to. Jak oni dają radę? A my w tym wszystkim ciągle zaczarowani, milczący, irracjonalnie zawstydzeni sobą. Cisza. Czasem, kiedy mamy coś zapisać i mają chwilę oddechu, mam uczucie jakby próbowali zrozumieć nasze położenie. Wyobrażam sobie, że patrzą przez okno w sali, czy w swoim domu i tak jak my marzą o normalności.

Tak mijają minuty, godziny. Czas wolny to już 15:30. Niesamowite, nigdy tak szybko nie zleciał mi czas. Nareszcie mogę wyjść na dwór, pograć, teraz mogę wszystko! Odrobić zadania domowe, ehhh?! Znaczy to też mogę. Jednak wybieram inaczej. „ Może jednak posiedzę tu, jestem strasznie zmęczony lekcjami. „ Wiesz o czym mówię?

A czym ty niby jesteś zmęczony? Całymi dniami siedzisz przed komputerem”, “Zrobiłbyś coś w tym pokoju. Straszny syf, posprzątaj trochę !”. Głos mamy słyszę jeszcze długo…

Prawda jest taka, że nie chcę iść na dwór, nie chcę grać, nie chcę... To co ja chcę? Hmm... To powinno być łatwiejsze.

Już 20:00? Wspaniale! Mam, jeszcze zadanie domowe. Wykonaj wędkę i napisz instrukcję jej obsługi. Co? Z matematyki jeszcze. Z historii też mam. No to biorę się za zadanie! Tu zawsze przerywam sam sobie „ Jak mnie wszystko boli!” W końcu zbieram w sobie siły i zaczynam działać.

Nie czuje nic jakoś specjalnie. Praca to praca i trzeba ją wykonać. Szkoda tylko, że w ten sposób. Chociaż sprawdziany mogę- znaczy nie mogę. Na wszystko trzeba sobie zapracować. Błagam, żeby ten artykuł nie został potraktowany negatywnie przez nauczycieli, wiem, że moje doświadczenia, to nie reguła… i tak mam już dużo na głowie …

Ale po głębszym zastanowieniu, dochodzę do wniosku, że w sumie to nic nie mam...

 


 

Rudolf Heß- zastępca Hitlera i przebiegły szaleniec

Życiorys Heßa do 1940 roku

Rudolf Walter Richard Heß (czyt.: Hess) urodził się 26 kwietnia 1894 roku w Aleksandrii, a zmarł 17 sierpnia 1987 roku w Berlinie zachodnim. Swoją młodość spędził w dostatku jako syn Fritza Heßa i jego żony Klary. Miał też rodzeństwo czyli brata Alfreda i siostrę Margarete. Mieszkał w trzypiętrowej willi znajdującej się w Ibrahimijji w Egipcie. W późniejszych latach uczęszczał do wielu szkół gdzie zdobywał wykształcenie w kierunku nauk politycznych, historii oraz ekonomii. Podczas I wojny światowej walczył jako pilot myśliwca. Po przegraniu wojny przez Cesarstwo Niemieckie Heß załamał się jak Herman Göring (przyszły marszałek III Rzeszy), jednak w 1920 roku wstąpił do NSDAP (Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników) i tam również poznał Adolfa Hitlera. W 1933 roku został mianowany zastępcą Hitlera w NSDAP.

Przygotowania do lotu do Wielkiej Brytanii

W lipcu 1940 roku Hitler wezwał Heßa do siebie i zakomunikował mu, że nie chce walczyć z Wielką Brytanią. Heß długo myślał jak spełnić życzenie swojego wodza i zdecydował, że poleci do Wielkiej Brytanii negocjować pokój z Brytyjskim premierem Winstonem Churchillem.

Lot do Wielkiej Brytanii

Heß podchodził do przygotowań do lotu bardzo poważnie. Kiedy był gotowy, a warunki atmosferyczne na to pozwalały Rudolf Heß 10 maja 1941 roku o godzinie 17:45 wyleciał samolotem Messerschmitt 110 bez obstawy, bez eskorty oraz bez żadnego wsparcia z Augsburga i poleciał do Wielkiej Brytanii. Kiedy był już u celu brytyjskie radary wykryły lecącego zastępcę Hitlera, lecz ku zdziwieniu historyków Heß nie został wtedy zestrzelony. To jedna z wielu niewyjaśnionych zagadek II wojny światowej. Jednak kiedy Heß zorientował się, że został wykryty opuścił pokład samolotu i wylądował nieopodal Froos Farm, szesnaście kilometrów od centrum Glasgow w Szkocji. Tam został znaleziony prze rolnika imieniem David McLean, który zaprosił go do siebie, a kiedy Heß został złapany przez Brytyjską Gwardię Narodową, rolnik skarżył się w wywiadzie, że Heß nie chciał napić się herbaty. A tym czasem zastępca Hitlera został przetransportowany do aresztu i był tam przesłuchiwany.

Oto wrak samolotu Heßa, którym leciał do Wielkiej Brytanii:

Koniec kariery politycznej Rudolfa Heßa

Po tym spektakularnym locie Heß stracił praktycznie wszystko: wpływy, stanowisko, zaufanie i uznanie Hitlera oraz wolność. Heß po procesie norymberskim, który odbył się w 1946 roku został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Heß w wieku 93 lat popełnił samobójstwo.

Po lewej stronie można zaobserwować Heßa na ławie oskarżonych podczas procesu norymberskiego w 1946 roku a po prawej grób Heßa z 2006 roku.

Podsumowanie artykułu

Rudolf Heß był człowiekiem, który przyczynił się do realizacji planów Adolfa Hitlera związanych z III Rzeszą, ale z perspektywy czasu, lot do Wielkiej Brytanii w pojedynkę bez wiedzy i zgody swojego wodza, był nieodpowiedzialny i szalony. Historycy uważają, że ta wyprawa była jednym z najdziwniejszych zdarzeń całej II wojny światowej.

Bibliografia

https://pl.wikipedia.org/wiki/Rudolf_He%C3%9F

Hinchliffe M.: „W kręgu zła: Ludzie Hitlera”- serial dokumentalny 2017 r.

Artykuł przygotował Sergiusz Krystman uczęszczający do klasy 7e.

 


 

Autor: Otylia Szymura, kl. Va

Opowieści z Narnii

W Narnii przez długie lata panował pokój, ale nadszedł dzień, który miał wszystko zmienić. Tego dnia do uszu władców Narnii dotarła wiadomość, którą przekazali mieszkańcy, iż na wojennej górze pali się ognisko, co oznaczało, że ktoś wypowiada krainie wojnę. Łucja, Zuzanna, Edmund i Piotr udali się na górę, aby sprawdzić co tak naprawdę się dzieje. Już z daleka zobaczyli płomienie. Kiedy podeszli bliżej dostrzegli list z pieczątka złej królowej. Nie rozumieli co się dzieje, bo zła królowa była kamienną skałą w podziemnych lochach. Ale sytuacja się wyjaśniła, kiedy rodzeństwo przeczytało list, który leżał obok paleniska. Rodzina profesora wypowiedziała Królestwu Narnii wojnę. W pewnym momencie postać profesora pojawiła się przed nimi. Odezwał się do nich opowiadając im swoją historię: - Muszę się wam do czegoś przyznać. Jestem bratem czarownicy, byłem tak samo zły jak ona, ale w pewnym momencie nie mogłem patrzeć na to jak dużo wyrządzamy zła i krzywdzimy innych. Postanowiłem stać się dobry i zacząć nowe życie. Uciekłem od rodziny do świata ludzi i tam stałem się człowiekiem. - Rodzeństwo było zaskoczone i oszołomione tym co usłyszeli. Pierwsza odezwała się Zuzanna: -Nie mogę w to uwierzyć, że byłeś zły a czarownica to twoja siostra. Profesor odpowiedział: - Bardzo tego żałuję i wstydzę się tego jaki byłem. - Jak myślisz czego oni od nas chcą, profesorze?- zapytała Łucja. - Myślę, że chcą zawładnąć Narnią jak kiedyś. - odpowiedział profesor. - Czy masz dla nas jakieś rady bądź cenne wskazówki jak pokonać armię zła? - zapytał Edmund. - Myślę, że przeciwnik ma przewagę liczebną ale wy jako wspierające się rodzeństwo jesteście niepokonani, tylko uważajcie, żeby was nie rozdzielono bo wtedy nie zdołacie wygrać. Przygotujcie swoją armię a ja odpisze na list- odpowiedział profesor. Po zakończeniu rozmów z profesorem, rodzeństwo udało się do zamku gdzie oznajmili podwładnym, że czeka ich wojna i muszą się do niej dobrze i szybko przygotować. Wszyscy wyrazili chęć walki w obronie swojej ojczyzny. Na przygotowania do wojny mieli tylko trzy dni.


 

Chlor na Podlasiu

Czyli katastrofa w Białymstoku ( 1989 r.)

Rok 1989 był zwiastunem wielu zmian w Polsce. W lutym rozpoczęły się obrady okrągłego stołu w warszawskim pałacu namiestnikowskim, sejm PRL przywrócił święto Niepodległości 11 listopada, a linie lotnicze LOT ogłosiły zamiar zakupu boeingów 767. Jednak gdy rozwijały się jedne gałęzie transportu, traciły inne. Polska kolej straciła łącznie ponad 2 tys. km linii normalno i wąsko torowych. Od kolei odcięto mieszkańców takich miejscowości jak: Gubinek (1986), Sulejów (1986), Radków (1987), a w 1984 r. od całej sieci kolejowej odcięto Walim, który zasłynął z jedynej na Dolnym Śląsku zbudowanej od podstaw kolei elektrycznej. Jednak w całym ferworze eliminacji rzekomo niepotrzebnych linii i odstraszania klientów przez PKP, wydarzył się pewien epizod, który mógłby dogłębnie wstrząsnąć, nie tylko północno-wschodnią, ale i całą Polską i Europą…..

Z stacji Białystok Fabryczny ruszył o godzinie 2:20 pociąg towarowy, który przybył z ZSRR i zmierzał do zakładów Bunawerke w saksońskim Schkopau w NRD. W składzie pociągu znajdowały się 32 wagony, z czego 9 to były cysterny. Sześć przewoziło skroplony chlor, a trzy parafinę techniczną. Pozostałe wagony były puste. Jednak podróż składu do Niemiec nie miała trwać długo…

Gdy pociąg przejechał przez wiadukt nad ulicą Sienkiewicza i wjechał na odcinek równoległy do ulicy Poleskiej, pociągiem gwałtownie szarpnęło i wdrożyło się hamowanie nagłe. Oznaczało to rozerwanie składu, była wtedy godzina 2.25. Maszynista po zatrzymaniu pociągu wysiadł z lokomotywy i udał się wzdłuż toru, aby sprawdzić, co się stało. Po krótkim spacerze w ciemności dostrzegł wykolejone wagony, wśród których były cztery cysterny. Jedna wypadła z szyn, natomiast trzy kolejne przewróciły się. Jak się okazało, były to te, które przewoziły skroplony chlor.

Maszynista pobiegł z powrotem do lokomotywy i przekazał dyżurnemu ruchu w Białymstoku informację o wykolejeniu cystern z chlorem. Była 2.30, czyli pięć minut po wykolejeniu. Dyżurny informację o wypadku przyjął, a następnie poinformował służby PKP, kierownika rejonu, dyrektora oraz pogotowie techniczne z Białegostoku i Warszawy. Pół godziny po wypadku zostaje powiadomiona Zakładowa Straż Pożarna (ZSP) PKP przy ulicy Sosnowej. Jest to prawdopodobnie pierwsza jednostka ratownicza, która wyjeżdża na miejsce zdarzenia. ZSP dokonuje na miejscu rozpoznania stanu torów i cystern oraz sprawdza listy przewozowe. Około 3.05 jednostka przekazuje informacje do rejonowego i wojewódzkiego stanowiska kierowania o uszkodzeniach, zawartości wagonów i niewielkim wycieku chloru z zaworów bezpieczeństwa. Dalsze reakcje są niemal błyskawiczne. O 3.10 o katastrofie zostają powiadomione komendy, rejonowa i wojewódzka, a koordynacje działań przejmuje Wojewódzkie Stanowisko Kierowania Straży Pożarnej, które z kolei informuje Główne Stanowisko Kierowania w Warszawie, Pełnomocnika wojewody do spraw zagrożenia środowiska i Centralną Stację Ratownictwa Chemicznego w Płocku. Krótko potem z Płocka do Białegostoku wyrusza grupa ratowników. Dopiero o 3.45 tworzy się sztab akcji, na czele z komendantem Zakładowej Straży Pożarnej PKP. Sztab przeprowadza analizę sytuacji i podejmuje następujące decyzję. Milicjanci mieli za zadanie zamknięcie dla ruchu ulicy Poleskiej i obszarów w promieniu 200 metrów od miejsca wypadku. Maszynista odjechał lokomotywą z miejsca wypadku i został zwolniony z wstępnych przesłuchań. Po sześciu godzinach od katastrofy, do Białegostoku przyjechała czwórka ratowników chemicznych z Płocka, a o 9.00w biurze prezydenta miasta odbyła się narada, podczas której podjęto decyzję o rozpoczęciu akcji porządkowania miejsca katastrofy, o zamknięciu WSZYSTKICH obiektów użyteczności publicznej (przedszkola, szkoły czy sklepy), oraz poinformowaniu jak i ewakuacji ludności. Po 9-10 godzinach po katastrofie, mieszkańcy Białegostoku w końcu zostali poinformowani o niebezpieczeństwie, jakie pojawiło się w godzinach nocnych wSAMYM CENTRUM MIASTA i o całkowitym zamknięciu wszystkich obiektów publicznych w mieście. Mieszkańcom dolnych pięter bloków polecono przenieść się na wyższe piętra.

O godzinie 12.40 służby osiągają pełną gotowość operacyjną na miejscu katastrofy. O 13.05 miasto wstrzymuje oddech, rozpoczyna się operacja podniesienia pierwszej cysterny z chlorem. W pewnym momencie podczas podnoszenia od górnej części cysterny odrywa się jej osłona, jednak na szczęście nie spowodowało to komplikacji w całym procesie. Po blisko 90 minutach od rozpoczęcia tej operacji, pierwsza cysterna z chlorem znajdowała się już na platformie. Druga cysterna ze względu na zakleszczenie i wygięcie złącz oraz dalszą odbudowę toru, została postawiona dopiero o 21.43. Po przejściu do trzeciej cysterny, pojawiają się obawy o jej szczelność. Podczas jej podnoszenia odrywa się od niej kawałek blachy z osłony, jednak szczęśliwie nie dochodzi już do innych komplikacji, i o 1.50, blisko 24 godziny po wykolejeniu, ostatnia cysterna znajduje się już na platformie. Zagrożenie zostało zażegnane, a 10 marca o 17.15 feralne cysterny opuściły Białystok w składzie pociągu do Żedni.

Komisja, która zbadała sprawę, stwierdziła po krótkim dochodzeniu, że przyczyną wykolejenia i sprowadzenia niebezpieczeństwa na 180 tys. osób było pęknięcie szyny. O skali zagrożenia i niebywałym szczęściu stolicy Podlasia mówi miejsce zdarzenia. Gdyby cysterny wykoleiły się kilka metrów wcześniej, na wiadukcie nad ulicą Sienkiewicza, niemal na pewno doszło by do wycieku chloru. Gdyby doszło do natychmiastowego wycieku chloru w momencie katastrofy, realne zagrożenie życia poza budynkami istniało by w promieniu 5,6 km od miejsca katastrofy. Gdyby chlor wyciekł, mogłoby zginąć 180 tys. mieszkańców TYLKO W BUDYNKACH. Dla porównania w mieście Prypeć (koło Czarnobyla, gdzie doszło do wybuchu bloku czwartego w elektrowni jądrowej) mieszkało mniej niż 50 tys. osób. Szczęście w nieszczęściu, ten czarny dzień kolei, nie stał się czarnym dniem dla Polski.

 

Komentarz:

„ Tylko około 40 tys. osób mniej niż najwyższe statystyki śmierci z Hiroszimy i Nagasaki razem (!) wziętych’’

 

https://youtu.be/A-ODJIJpS4Q

A tu link do filmu kuracyji, link do kanału, z którego czerpię inspirację

Kolejna historia będzie o naszych rówieśnikach, ale nie będzie zbyt kolorowa……

Bartosz Buszka 7E


 

Autor: Antonina Sikora, kl. Va

„ Dalsze losy bohaterów Narnii, cz. I”

Łucja, Edmund, Zuzanna i Piotr zostali już koronowani na Ker-Paravelu i zasiedli na czterech tronach. Biała Czarownica została ostatecznie pokonana, a do Narnii powróciły pory roku. Waleczny lew Aslan wyruszył w daleką podróż aby ratować inne, zagrożone od zagłady fantastyczne miejsca. Młodym władcom dobrze się wiodło, lecz pewnego dnia mieli się udać do całkiem nowej, nieznanej im krainy.

W trudnych do opisania okolicznościach znaleźli się w miejscu, które wydawało im się znajome. Stała przed nimi, piękna, dębowa, zdobiona szafa. Nagle dzieci poczuły nieodparta potrzebę zajrzenia do jej wnętrza.

-Spójrzcie co to za drzwi! - wykrzyknął Edmund.

-Wejdźmy tam! - tym samym tonem głosu odpowiedziała mu Zuzanna.

-Dobra kto pierwszy? - spytał Piotr.

-Ja - odkrzyknęła Łucja zanim ktokolwiek zdążył otworzyć usta.

Łucja otworzyła drzwi i wszyscy gęsiego przez nie przeszli.

Zobaczyli piękną, letnią krainę, pełną dzikich kwiatów, cieplej wody i pięknych ptaków na horyzoncie. Wszystko co się może zamarzyć. Ale nie wyglądało to tak, jakby mieszkańcy się z tego cieszyli. Dzieci szybko zrozumiały, że panuje tu wieczne lato. Ciepło było nie do wytrzymania. Niegdyś w Narnii panowała Biała Czarownica, tu natomiast władała Królowa Żaru. Była ona równie potężna, jeśli nie groźniejsza. Cechowała ją pozorna uprzejmość i ciepły uśmiech, który potrafił się szybko przeobrazić w zjadliwy, palący i niszczący wszystko, grymas.

-Chyba mamy kolejną czarownicę - władczynię do pokonania - oznajmił Piotr.

-Racja! - odkrzyknęło rodzeństwo.

Młodzi bohaterowie szybko wzięli się do roboty. Potrzebowali wskazówki, jak pokonać wstrętną wiedźmę. Wyruszyli na poszukiwania. Wreszcie znaleźli małego, przygnębionego domowego skrzata, a raczej skrzatkę. Przedstawiła im się jako Mrużka. Dawniej pracowała u czarownicy. Jednak ta wyrzuciła ja z pracy i pozbawiła sensu życia. Gdy zapytali ja o słabości okrutnej władczyni, ta odpowiedziała:

-Ja dobry domowy skrzat, Mrużka nie zdradzać tajemnicy swojej pani, choć ta niedobra i zła. Tylko trochę wam pomóc. Trzeba iść przez cztery pustynie, między dwoma wulkanami i dojdziecie do ognistego pałacu.

Tak oto dzielne rodzeństwo rozpoczęło następna wędrówkę...


 

Numer 1 (grudzień 2020)


 

Dobra to

Dobra to plan jest taki: Ja wam dostarczam rozrywkę, a wy czytacie. Ok? W każdym razie nazywam się Adrian Maćkowiak i będę prowadził streszczenia lektur, rozprawy na temat polityki oraz spiritual content, ale czasem może zrobię coś innego.

Jak myślisz, że to nudy, to spokojnie – streszczenia lektur będą trochę jak… ( jak chcesz Miecia to idź sobie obejrzyj- tak jak to robi Mieciu Mietczyński). Ja nie zamierzam pisać w stylu “Wyjątkowo wulgarny i wypalony życiem wujek tłumaczy swojemu bratankowi, co spowodowało u niego myśli samobójcze”. Raczej, “Dobra! Stary wiem, że mam 10 minut, żeby streścić ci całą lekturę, ale ostatnio pod prysznicem wymyśliłem z jakieś 40 żartów, więc nie wierz w to, że się czegoś sensownego dowiesz. Ale na pewno uatrakcyjnię ci mistrzowskie lektury”. W dużej mierze będę pisał felietony, bo o to tutaj przecież chodzi. Nikt nie chce tu czytać jakoś specjalnie naukowych rzeczy, od tego mamy podręczniki.

Podsumowując w moich artykułach będzie sporo rozrywkowego content’u oraz satyrycznego spojrzenia na obecne realia. Widzimy się mam nadzieję w kolejnym wydaniu. 


 

Bitwa o zamek Itter

Historia zamku

Zamek Itter znajdował się w Tyrolu na terenach III Rzeszy. Został zbudowany w XII wieku. Podczas II wojny światowej administracyjnie należał do obozu koncentracyjnego w Dachau. Była tam przetrzymywana francuska elita, między innymi byli francuscy premierzy  Édouard Daladier i Paul Reynaud, generałowie Maurice Gamelin i Maxime Weygand, a także Jean Borotra, Andr François-Poncet, Michel Clemenceau, Albert Lebrun i Marie-Agnès de Gaulle.

 

Informacje dotyczące dowódców i sił

Dowódcami siły amerykańskiej byli John Lee, Harry Base, Josef Gangl (zginął podczas bitwy), Kurt-Siegfried Schrader, a dowódcą sił niemieckich był Georg Bochmann. Oddziałami jakimi dysponowali amerykanie to 16 żołnierzy z 12 Dywizji Piechoty USA, 13 żołnierzy Wehrmachtu, kilku wyzwolonych jeńców francuskich, jeden austriacki i dwóch niemieckich antyfaszystów, jeden dezerter z Waffen-SS, elementy 104 Dywizji Piechoty USA i 4 czołgi M4 Sherman. Oddziały jakimi dysponowali Niemcy to 150-200 SS-manów, 1 armata Flak 41 i 2 armaty Flak 38.

Bitwa

Przyczyną ataku niemieckich sił na zamek był zbliżający się koniec wojny. Zamek uwolniły wojska amerykańskie 103 Dywizji Piechoty 4 maja 1945 roku. Po wyzwoleniu zamku do dywizji dołączyły fragmenty 23 Batalionu Czołgowego amerykańskiej 12 Dywizji Pancernej. 5 maja został zaatakowany przez 17 Dywizję Grenadierów Pancernych SS „Götz von Berlichingen”, chcieli oni odbić zamek i zabić byłych jeńców. Jednak po stronie Amerykanów stanęli wyzwoleni wcześniej Francuzi, towarzyszące im kobiety oraz kilkunastu żołnierzy Wehrmachtu z dowodzącym majorem Josefem Ganglem. Wśród obrońców było przynajmniej dwóch Polaków lub osób pochodzenia polskiego, w tym kapral Edward „Stinky” Szymczyk, który był operatorem armaty czołgowej. Początkowo to Niemcy wygrywali i byli blisko zdobycia zamku jednak nadejście amerykańskich posiłków przesądziło o losach bitwy. Major Josef Gangl został zastrzelony podczas bitwy przez strzelca wyborowego armii niemieckiej Straty amerykanów to 1 zabity, 4 rannych i 1 zniszczony czołg a straty Niemców to 100 wziętych do niewoli (ilość Niemców którzy zginęli podczas bitwy jest nieznana).

 

Dlaczego ta bitwa?

Bitwa ta została wybrana w celu opisania jej w tej gazetce szkolnej ze względu na jej szczególny styl. Wydarzenie to jest wyjątkowe ,ponieważ jest jedyną taką sytuacją, która zdarzyła się w historii II wojny światowej. Podczas bitwy o zamek Itter żołnierze niemieccy walczyli u boku Amerykanów przeciw oddziałom niemieckim. We wcześniejszych bitwach to nigdy nie miało miejsca.

Bibliografia

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_o_zamek_Itter [dostęp: 18.11.2020r.]

Artykuł przygotował Sergiusz Krystman uczęszczający do klasy 7e. Pasjonat historii (głównie okresu II wojny światowej) oraz miłośnik kulinarii.


 

Autor: Maja Kopczyńska kl. VII e

Współczesne pokolenie nastolatków

Nieustannie w rozmowach dorosłych słyszymy opinie na swój temat, stwierdzenia, jaka ta młodzież jest, jakie ma wymagania. Szczerze? Nigdy nie wsłuchiwałam się w te słowa moich rodziców, dziadków, czy znajomych rodziny. I dziś właśnie olśniło mnie – to był duży błąd. Mogłam słuchać, chłonąć te stwierdzenia. Przynajmniej teraz nie miałabym problemu z napisaniem felietonu, który mamy na zadanie domowe z języka polskiego. Tematem wypracowania jest pytanie „ Jakie jest nasze pokolenie?” Gdybym tylko brała do serca to co dorośli mówią o nas, od razu usiadłabym do jego napisania. Takich informacji nie znajdę w Internecie. Skoro nie tam, to może zapytam domowników.
Tato powiedział mi: nie idź na łatwiznę, pomyśl sama, zastanów się czym się interesujecie, co robicie, jak spędzacie czas. Mama znowu próbuje mnie pocieszać i mówi do mnie: może jesteście cybergiganci, ale tak jak każde dziecko potrzebujecie kontaktu z rówieśnikami, akceptacji i przeżywacie swoje porażki tak samo jak dzieci w latach 70-tych, czy Twoja siostra. Chyba najbardziej konkretną odpowiedź udzieliła mi siostra: „twoje pokolenie odcina się od dzieciństwa”. Po rodzinnej wycieczce „wiem, że nic nie wiem” – takiego cytatu nadużywa mama, gdy się czasami przygotowuje do szkolenia. Co teraz? Zaczęłam myśleć i już wiem. Zgadzam się poniekąd z rodzicami. Jesteśmy świetni w posługiwaniu się urządzeniami elektronicznymi, żaden smartfon, komputer nie jest dla nas zagadką. Już jako małe dzieci umieliśmy zadzwonić z telefonu komórkowego do babci. Lubimy wirtualną rzeczywistość i dobrze sobie w niej radzimy. Być może nadużywamy tego, ale nikt nie zna przyszłości, może właśnie taka ona będzie. Coraz częściej słyszymy o botach, czy sztucznej inteligencji. Faktem jest, że książki nie są dla nas pierwszą rozrywką. Jednak sama po sobie wiem, że jak już znajdę swoją lekturę – to żadna gra w telefonie mnie nie skusi. Muszę dokończyć rozdział, potem kolejny. Prawdą jest, że więcej kontaktujemy się ze swoimi przyjaciółmi za pomocą messengera, czy innych komunikatorów, ale jeśli już nam się uda spotkać na podwórku, wyjść razem do miasta, to bardzo się z tego cieszymy i chcemy by ten czas trwał i trwał.
Zgadzam się z mamą, że tak jak jej pokolenie, tak i my, lubimy mieć przyjaciół, grupę znajomych, chcemy być ważni dla innych. Bezpośredniego okazywania uczuć nie zastąpi nam żadna emotikonka w telefonie. Może nieraz tego po nas nie widać, ale w moim odczuciu, przejmujemy się szkołą. Przeżywamy nasze porażki, złe oceny, ale gdy uda nam się dostać świetną ocenę, czy wygrać jakiś konkurs – to naprawdę jesteśmy szczęśliwi. Nasze pokolenie jest inne, być może wyznaje inne wartości, być może szybciej dorasta i stąd szybciej żegna się z dzieciństwem, ale to nie oznacza, że coś z nami nie tak. Jesteśmy inni, bo żyjemy w innych czasach, w innym otoczeniu. Chyba ważne jest to by być dobrym dla innych, a czy z telefonem w ręku, czy z książką pod pachą – może to aż takiego znaczenia nie ma.


 

Zdjęcie z miejsca katastrofy

Podsumowanie: w katastrofie zginęło 67 osób. Maszynistę z SP45 CUDEM wyciągnęli z lokomotywy ( wrak z lewej strony).

Miejsce zdarzenia: Brzoza Toruńska-Otłoczyn

Godzina: około 4:30

 

KATASTROFA KOLEJOWA POD OTŁOCZYNEM



„Nie było nic słychać.

I właśnie to było najgorsze, że była taka kompletna cisza”.

Słowa Jana Wożniaka, dyżurnego ruchu w Otłoczynie. 19 sierpnia 1980



Rok 1980. Po dziesięciu latach rządów Edwarda Gierka i 4 latach od czerwca 1976, Polskę znów rozdarły protesty, tym razem poważniejsze niż poprzednie, chociaż gdy doszło do pierwszych strajków na wiosnę, a następnych w połowie lipca w Lublinie i Świdniku nie zapowiadało się na jakikolwiek paraliż, jednak gdy 14 sierpnia stanęła stocznia gdańska, a dzień później stocznia gdyńska razem z komunikacją w Gdańsku, okazało się że jest dokładnie przeciwne, już 18 sierpnia, stało pół kraju. W lotnictwie działo się sporo, m.in. katastrofa lotowskiego iła 62 „Mikołaj Kopernik” z dnia 16 marca 1980 w której zginęło 87 osób, w tym Anna Jantar. Na kolei nie było lepiej niż w lotnictwie. Od katastrofy pod Długołęką minęły trzy lata, lecz nie zdecydowano się na wprowadzenie rozwiązania, mającemu zapobiegać czołowym zderzeniom na kolei. Gwałtownie pogarszająca się sytuacja polityczna jak i transportowa miała przynieść swój owoc w taki sposób, iż po mimo skali tego wydarzenia, część prawdy musiała czekać na ujawnienie 4 dekady (40 lat)

Tuż po godzinie 3:00, toruńskie ulice spowijał mrok nocy, jednak do pracy powoli udawali się pracownicy zarówno kolei, jak i transportu publicznego. Jedną z tych osób był Gerald Przyjęcki, maszynista polskich kolei państwowych, mający za sobą 34 wiosen. Dzień ten nie zaczyna się dla niego pozytywnie. Autobus ,który miał jechać do lokomotywowni na Kluczykach, zepsuł się, z czego zmuszony został do spaceru. Jego przydziałem była lokomotywa SP45-160,który miała prowadzić pociąg osobowy 5130 do łodzi kaliskiej. W składzie planowym było pięć wagonów, tzw. ryflaków, wagon przedziałowy z miejscami do siedzenia przeznaczonych tylko dla osób z miejscówkami oraz wagon z miejscami do leżenia. Pociąg mija Brzozę Toruńską z prędkością 80km/h. Po kilku minutach po minięciu stacji maszynista widzi na łuku światła innego pociągu, lecz to nic nadzwyczajnego, w końcu linia ta jest dwutorowa. Chwilę potem okazuje się, że te trzy reflektory są na tym samym torze co osobowy do łodzi. Maszynista natychmiast włącza hamowanie nagłe i razem ze swoim pomocnikiem, Józefem Głowińskim, ucieka do przedziału maszynowego lokomotywy. Wedle ustaleń widok na miejscu zdarzenia był okropny, tak bardzo że milicja zadała reporterowi gazety toruńskiej pytanie: „ Czy jadł pan śniadanie?”, łatwo można się domyślić, o co chodziło… Po przybyciu na miejsce dało się widzieć dwie lokomotywy wbite w siebie. Zaczęto przeliczać wagony, ciągle wychodziło 6. Lecz po dokładnej analizie i przeliczeniu wózków, okazało się, że pierwszy wagon przestał w ogóle istnieć, więc najgorszego nie było widać ( jak zostało powiedziane "nawet najtwardsi milicjanci wymiotowali").

Teorii, które mogą wyjaśnić tą sprawę, jest pełno:

Chęć popełnienia samobójstwa przez maszynistę, szantaż maszynisty przez trzecią osobę, czy też zmęczenie. Ale najbardziej wiarygodną jest złudzenie optyczne, tzw. powidok. Maszynista zapatrzył się w czerwone światło, a gdy na chwilkę oderwał wzrok na tło neutralne, zobaczył sygnał (pomarańczowy) sr 3 ( jazda do 40 km/h). Jednak pamiętać trzeba, że to tylko teorie, ale i tak wiemy więcej, niż 40 lat temu.

Komentarz:

„ Szkoda, że po otrzymaniu informacji dyżurny w Brzozie ani dyżurny z Otłoczyn nic nie mogli zrobić, tylko się modlić żeby owa katastrofa nie była poważna…..”

 

https://youtu.be/XtCb_LsaOhA

link do filmu o Otłoczynie. To tylko streszczenie, ten film pomoże wam zagłębić się w tą katastrofę

(inspiracja i tekst zabrane z tego filmu, to co napisłem nie jest to autorskie)

 

Parę słów o autorze (o mnie)

Nazywam się Bartosz Buszka i chodzę do klasy 7e. Pasjonuję się koleją, historią, katastrofologią. Napisałem ten artykuł, żeby Wam przybliżyć historię naszego państwa od strony kolejnictwa. Wracając do artykułu, pragnę Was uspokoić, że podobny wypadek raczej by się nie zdarzył w dzisiejszych czasach. Dziś mamy radio-stop i tym podobne urządzenia zwiększające bezpieczeństwo. Nie mówię, że stłuczki i wypadki się NIE ZDARZAJĄ, ale przecież bezpieczeństwo jest większe niż niegdyś.

Bartosz Buszka 7E

 


 

Autor: Sara Zwierzyńska kl. VIIe

Współczesne pokolenie nastolatków (felieton)


Chcąc zacząć pisać ten artykuł zastanawiałam się, na ile to, co napiszę na temat życia nastolatków, będzie odzwierciedlać życie innych młodych ludzi w moim wieku, a na ile będzie odbiciem moich własnych doświadczeń i wyobrażeń, zindywidualizowanych perspektyw i refleksji.
Polecono mi napisanie artykułu odnoszącego się do życia współczesnej młodzieży. Pozornie to proste zadanie, zwłaszcza dla młodej osoby, jednak zagłębiając się w temat dostrzegłam jego złożoność. Tak naprawdę życia nastolatka nie da się łatwo uogólnić, bo wszystko zależy od tego, jacy jesteśmy, co nas interesuje, jakie mamy ograniczenia i możliwości, w jakim środowisku żyjemy, kto nas otacza, kto nas wspiera.
Ważną kwestią jest to, jak dorośli przywykli postrzegać młodzież. Często wypowiadają się oni o młodych ludziach jako wygodnych, leniwych, szukających łatwego życia lekkoduchów, niezdolnych do ciężkiej pracy i poświęceń. Starsi często podkreślają, że oni za młodu byli pilni, pełni szacunku, skupieni na nauce i pełni zapału w walce o lepsze życie, a także pomagali swoim bliskim. Nie powinni tracić jednak z pola widzenia, że czasy się zmieniają, a pomimo tego ludzie niezależnie od pokolenia zachowują się podobnie, mają podobne marzenia, aspiracje i pragnienia, pewne aspekty pozostają niezmienne. Wszyscy dążymy do pięknego życia, pełnego przygód, poznania osób, z którymi podróż przez życie stałaby się piękniejsza, zdobycia wiedzy, dzięki której udałoby się nam zrozumieć życie i odkryć, czego od niego oczekujemy i kim właściwie jesteśmy. Wokół każdego kolejnego pokolenia nastolatków wciąż rodzą się te same wątpliwości i pytania, na które odpowiedzi nie dostarczą nam rodzice, nauczyciele, czy idole, bo trzeba ich poszukać samemu, w głębi własnej duszy, przemyśleć w samotności. Osobiście nie zgadzam się z powszechną opinią wskazującą, iż dzisiejsza młodzież cechuje się jakimiś właściwymi dla niej wadami. Postawy obecne dzisiaj w życiu młodych ludzi były takie jak te, które cechowały naszych rodziców, a nawet dziadków w tym samym wieku. Obecne czasy sprzyjają jednak łatwości w docieraniu z różnymi treściami do wielu osób jednocześnie i to na całym świecie. Media społecznościowe i prasa łatwo i szybko mogą rozpowszechniać zjawiska, co nadaje im nadmierną rangę w stosunku do treści, jednak technologia nie pozbawia nas ideałów i wartości. Kierujemy się przecież tymi zasadami co nasi przodkowie, te same rzeczy pozostały dla nas ważne i piękne. To uniwersalne wartości, w które wierzymy i nie wyobrażam sobie aby mogło się to kiedykolwiek zmienić.
Dlatego wbrew rozpowszechnianym opiniom nie mam poczucia, że życie kiedyś i teraz dzielą ogromne różnice, a ludzie zmienili się na gorsze, nie sądzę aby świata moich rodziców i dziadków nie dało się połączyć z moim, aby różniło nas podejście do wartości, piękna wiedzy i szans jakie oferuje życie. Wszyscy, niezależnie od wieku i czasów w jakich żyjemy, kierujemy się wspólnymi wartościami. Jakaś część nas, w głębi na zawsze pozostaje nastolatkiem.


 

 

Miasto Rybnik Ministerstwo Edukacji Narodowej Kuratorium Oświaty w Katowicach